Przejdź do głównej zawartości

Posty

Akcent poboczny

Wędrujące wydmy, pochłaniają drzewa, mozaiki siedlisk, na ich skraju pędy korzeni stabilizują piasek rozsiewany wiatrem, który źdźbłami trawy maluje pejzaże, roznosi ogień. Pasożyty pod korą drzew, korniki drukarze. Drzewa próbowały się bronić, wydzielając żywicę nocą, tylko morze nie śpi. Kamusznik, szlamik, bioróżnorodność. Ludzie, którzy latają niczym ptaki i ci co ptaki kochają. M. kiedyś pytała, czy mam marzenia, mam, zdobyć umiejętność poruszania się na paralotni. Ale nie wspomniałam, odkryć przed kimś marzenia, to jak nagi spacer przez miasto. Tak więc szybuję trochę nad miastem, widok z góry jest umniejszony, ale zobaczyć można więcej, marzeń też jest więcej. Zafascynowana jestem introligatorstwem, renowacją starych obrazów i przedmiotów tworzę mini książeczki  w tkaninie, chciałabym je szyć i pisać w dwuwargowym rytmie niepłucnym,  lekko dotykając językiem, szczelin ukrytych pomiędzy. Na końcu las, drzewa wystrojone w jemiołę i przewody wysokiego napięcia, oddychają n...
Najnowsze posty

Pociąg ll

Piszę do Ciebie w kropki, a może to tylko rosa pozostała na szybach spoconych oddechem naszym. I jest taki sam zygzak, jak miała A. Może on łączy te kropki. Znów coś puka za ścianą, u mamy w meblach mi nocą pukało, stąd wziął się pomysł, byś od razu zostawił wszystko, wsiadł w pociąg i po mnie przyjechał. Przecież nie mogłam czekać aż więcej much zacznie latać pod żyrandolem, dzieci klaskały podskakując, jakby je chciały złapać między swoje małe dłonie. Ale po co ja Ci to wszystko piszę, przyjedź, bo sama wrócić nie mogę. Wpisuje w Google, pokazuje mi trzy możliwości, pukanie w uchu, pukanie do drzwi i pukanie przy hamowaniu, myślę, że te trzecie najbardziej pasuje pociąg stanął w szczerym polu i nie było miejsca na oddech, ludzie powstawali, zaniepokojeni zerkali w telefony, a ja myślałam, jak piękne są gwiazdy tej nocy. Trochę Cię okłamuję, bo w przedziale siedziałam sama, ale przecież Ty też tak robisz

Noc

W oczach dom, nosisz za nas, przez próg nie całujesz, drzwi trzymasz otwarte, kogo się spodziewać, na kogo czekać, wiesz i nie wiesz. Znowu mogłeś i myślę sobie, że nadzieja  proweniencje  ma  jednakie z pracownicą seksualną. Tym razem skarpetki nabrały wilgoci, mogłam się spodziewać, niespodzianie znowu mnie dotknęłaś. Potrafisz prosto w człowieka patrzeć, przenikać, nie mogłam sobie poradzić z oczami. Narysowałaś moje. A potem widziałam, jak uśmiechałaś się do siebie, trzymając niebieski ekran, błądziłaś po niebiesiach nieba i  mogłabym przysiąc, że list choć od Ciebie, przyszedł nie do mnie, pomyliłeś koperty, często ostatnio mylisz, imiona, znaczenia. Noc jest tak ciemna z dala od zabudowań, zrazu sobie przypominam letnią wędrówkę po roztoczu, do świtu droga prowadziła i wtedy wiedziałam dokąd i po co idę, nic nie wiem teraz. Obejrzałam dziś minutkę dłuższego monologu (dziękuję A.) i nie mogłam już o niczym, poszłam się kąpać i powtarzałam: zapach mydła, zapach m...

RY X

https://ryxmusic.bandcamp.com/track/lay  

Matko

 Tkliwi nihiliści witając się przypominają, że nie miałam dzieciństwa, a przecież ja nie muszę z łóżek i poduszek robić namiotów, moja baza jest we mnie i może dzieciństwa nie miałam, ale klatki schodowe wszystkie znałam, miałam wszędzie bazę w której kryłam się przed światem. dobrze, że mi wpadli teraz na język, bo nie bardzo wiem, co ze sobą zrobić, analogiczna sytuacja, wjechać na ostatnie piętro i udawać że mnie nie ma siedząc na schodku. No przed snem Beata, takie rzeczy? Nie wiem, znowu się przestraszyłam, a jutro podróż, ja nie wiem. Pewnie się zamknę w pociągowej toalecie. I znowu mam przed oczami, znowu mam w wysuniętej szufladzie wrocławski pociąg, koncert apparata i kwiecień. Matko jedyna, dopomóż.

Czerwień

On cały zachwyceniem usprawiedliwia karminową piękność, pomyślałam, że i ja w czerwonym płaszczu wkrótce Poznań odwiedzę. Chciałam napisać do Ciebie wieczorem, by się podroczyć z dźwiękiem, nawet nie wiesz, że mam w zamyśle, aby wymusić na Tobie, byś wreszcie wytłumaczył godzinę. A potem pytam siebie, czy zostało coś, czym mogę poruszyć. Tam nic nie było, tylko domysły, teraz mapa smakuje mną i przyszłym życiem, niezepsutą pogodą i już nie tym napięciem, które kształtowało mnie co rano, nie pytając o zgodę, zaciskało usta i zębami drapało wargi. Mógłbyś wyprowadzić na spacer myśli, w Twoich chętnie pobędę, nie jestem dobra w pamiętaniu, zastanawiam się, w czym jestem. Są rzeczy, których odmiany nie szukam, wszystko można. Nagi przy szafie stałeś, a ja nie mogłam wyjść z podziwu, jaki jesteś piękny. Mapa wskazuje punkty liczę, odległość się zmieniła, nie wiem jak mam trafić Tobie wszystko, obojętne girlandy wymalowane tuszem, drzewa liter gubią liście. Zrezygnuję z tej czerwieni, wszyst...

Am i Even Real?

 

Ostatni raz w 2009

 

Kwiaciarnia

Będziość jak u Mirona na drucikach się kiwa. Wyrazy mi słowisz, byty mnożysz, chcę Cię wiedzieć, jest mi dobrzej, kiedy mogę spokojnie tworzyć, nie czekając Ciebie, odwilży, herbaty. Gazeta codzienna ma milion niewysłowionych myśli, przez swych redaktorów schowanych pod kubkiem kawy, czasem w kieszeni z paragonem za szybkie burrito koło przechodniej strony kwiaciarni. Dotarliśmy do będzie dobrze już przy pierwszym spotkaniu, drugiego doczekać niepodobna, wtedy dotknąłeś dwa razy ramienia przytrzymując rękę, jakbyś mierzył nią temperaturę uczuć i oczekiwanie Twoje. Pozwoliłam, a potem zgubiłam Twój obraz, i każdego dnia rozmyślam, czy w pokoju nie zostawiłam, kiedy upewniłeś się, że dotarłam. Byłam, spod drzwi odejść nie umiałam, otwierałam kilka razy i zamykałam. Wciąż się ktoś kręcił, światło zapalał. A Ty spędziłeś czas w taksówce, miała włączone światła, zastanawiałam się wtedy, czy odważysz się wysiąść. Nie odważyłeś, wróciłam następnego dnia i przysiąc mogę, że nie chciałam pamięt...

Plecy

Nie zawsze pasuję do Twojego kształtu, alfabetu liter chciałabym umieć oddychać jak Ty trafiasz, nie zawsze w znajomej drodze, ale ostatecznie witam Cibie, nawet jeśli woda drążyła skałę, a na rzęsach świata sól, szczególnie wtedy, wiem że jesteś na kształt mój. Twój dotyk, rozgrzewa moje plecy, takie myślenie niemodne, piec gazowy zepsuty i nikt nam nie chce pomóc. Nie jestem w stanie wyprosić, Ciebie z życia wzięłam bez wieku i terminu ważności ostatnie rozdanie, poczym wszyscy się rozeszli zostawiając nieporządek. Potencjał nie zgasł. Odnajduję fragmenty, które przyklejam do Twojego płaszcza, wygładzam. Dziś słońce uśmiecha siebie, jakby mnie do Ciebie, mówiłeś prawdę. Choć spieszyłeś jak zwykle.  Zastanawiałam się, że pisanie dziś trudniejsze, a teraz, kiedy mnie metka w dekold podrapała odkryłam, że z przejęcia bluzę tył na przód założyłam. 

Ptaki IV

Jak te ptaki cudownie szybują na wietrze rozłożone skrzydła i nic więcej oddają się sile wiatru  i w zawieszeniu czekają, aż je poniesie, kiedy opadają nieznacznie, jakby natychmiastowo przypominają sobie, żeby poruszać skrzydłami. Niezwykły spektakl, a ja zafascynowana z oczami szeroko otwartymi, jakbym pierwszy raz na tym świecie żyła. Drzewa tulą się do siebie, obejmują gałęziami czasem zawiruje w powietrzu brzozy listek. Z fotela na fotel, niczym Jeremi do Agnieszki.   

Alfabet światła

Pod Twoimi palcami zagina się światło, robi miękkie, a na końcu rozpływa w cieniu liter, które zostawiasz i tylko miłe pod nimi chowasz, gdzie zaczyna się człowiek i stanowi życie. Zewsząd głos i zapach, dotyk spod języka, gdy nim dźwięcznie uderzasz w połowie mojego imienia, to "t" słyszę najczęściej. Twojego nie przywołuję, echo się gubi w alfabecie nie starcza miejsca kiedy próbuję powiedzieć, jak bardzo jestem Ci obca, gdy nie nazywasz mnie imieniem. I jak wdzięczna, gdy mnie uśmiechasz.

Ramka

Gęsto miałam w głowie, rozjaśniłam świat porządkiem w pracowni, spakowałam poranek, niedługo spodziewaj się przesyłki, w niej srebrna rama, z maleńkim otworem dziewięć na dziewięć, od zawsze zachwycają mnie małe wielkie dzieła, namaluję siebie, widziałeś mnie już taką, gdzie słońce mój kark złoci, między kosmyki włosów rozkłada promienie i ten koronkowy kołnieżyk, też jestem dziełem, swoim, natury, przypadku, Twoim, na kształt siebie i Ciebie, nie wiem czy chcianym i już przybłąkała się odpowiedź. Mogę przysiąść, że wczoraj ok dwudziestej drugiej, przy lewym uchu słyszałam pszczołę, rozejrzałam się po ścianach i uwierzyć nie mogłam, że są białe. Uczę się języka, którym milczą drzewa, nad naszą polaną fruną ryby, brzuchami nie do nas, bo my na którejś chmurze topimy upragnione pocałunki, pada deszcz. 

Preludium

Ilustracja Galya Poova Nie ma sensu przepraszać, za Twoje niedomknięte okno, gdyby chłód wkradał się przez moje, zamknęłabym i do wiosny nie myślała otworzyć. Przed nami zima, skrzypieć będzie pod butami, ścierwo na drogi wywlekać, iskrzyć i bielić się w oddali łącząc z horyzontem. Nie mam książki na tę zimę, nie mam na Ciebie pomysłu. Rozgubieni jesteśmy, przyznasz. Poodcinani od siebie, poukładani bardziej. Nic nie boli, bolało co miało i po wszystkim. Teraz możemy spojrzeć w oczy wzajemnie i spróbować odnaleźć w nich siebie, czy jakoś tak. Sposób w jaki przychodzi od Ciebie to, czego mi potrzeba, jest nieśpiesznym preludium, umiejscowionym po lewej stronie. Odpowiedzi unieważniają pytania, jakby przed nimi wiedziały. Co będę robić? sprzątać pracownie, idę. 

Prayer

 

Dom

Siedząc na balkonie, zapomniałam popatrzeć w gwiazdy, zajęta myśleniem, co byłoby, gdyby, słowa, relacje, nie wychodząc z domu, wiem co się dzieje w mieście, może zapach, to jest możliwe, szczególnie, jeśli wodzimy zmysły za czymś ulotnym, bo przecież pachniesz jakoś i być może rozpoznam w tym fragment swojego życia, a może pamięć wydobędzie więcej, siedząc w milczeniu koło siebie, jak teraz, mam Cię za plecami, spoglądasz jak piszę, a mnie się literki mieszają z przejęcia, gorąc zdejmuje bluzkę, zawadzam Twój nos i czujesz, że można zwariować, w trymiga, lubię to słowo, chociaż wiem, że Ty masz inne skojarzenia, ale najsampierw Ci powiem, że byśmy zwariowali. Albo zrobili z tego pożytek, innej opcji nie ma. Tak jak Ty, nawet jak nie mówisz, to mówisz, leczę się. To niczego nie zmienia. Gwiazd nie było, niebo ubrane w stalową pierzynę odkryłam dopiero fotografując przed snem różę. 

Co? Pomidor.

Dzień się kruszy, dopiero wstałam, a już granat nieba w oczy i okna patrzy, nie mogę go niebieskim światłem ekranu rozproszyć, próbuję chciałabym tego dnienia i czasu na przemyślenia. Dziś u miłej Pani, wszyscy się do mnie uśmiechali, i ja jakaś weselsza byłam, ale z oczu Tobie nic nie widzę, ukryłeś się w słuchawkach, a ja znowu czuję, że muszę tłumaczyć muzykę którą lubię. Potrzebuję herbaty, takiej jesienno otulającej, mam  wrażenie, że wszystko już było, nie zapisałam, istotne. Mam też inne wrażenie i to znowu po przebudzeniu, jakbyś czekał kiedy wstanę i kroku mi dotrzymywał, by był najpierwszy, serca krokiem.  Lśnią mi paznokcie, słyszysz? nie mogę krówki otworzyć, ślinię palce, język przekładam z policzka do policzka, jechaliśmy dziś pięknym autem, wewnątrz piękne było, cicho, żadnych odgłosów miasta. A teraz patrzę na swoją biblioteczkę, tę którą dostarczył mi niezwykły człowiek i ja wtedy ubzdurałam sobie rzeczy, których się nie wstydzę. A przez szybę biblioteczki, sp...

Używki

Każdego wieczoru destyluję zdarzenia dnia, czasem zabłądzi jakiś obłok, który chce być diamentem, słonym z umiarem, bez dodatku słodyczy porannej, której ciężko wejś z pierwszym krokiem. Tak bardzo chciałabym, żeby mój świat nie zamykał się w poszukiwaniach minionego, pozwolił żyć z tym, co utuliło do snu. Nikt nie wie naszych snów, one wiedzą śmielej. Gdzieś w tym wszystkim we śnie otumanienie i ucieczka po obudzeniu. Opowiedziałam P. o O. której nadal śni się palenie, powiedział że fajny sposób na darmowe używki bez konsekwencji zdrowotnych. Miał tylko na myśli zdrowie fizyczne, na pewno tylko o tym pomyślał, a w psychice takie sny się błąkają i przysiadają przy wszystkim co jeszcze nieznane, tworzą historie, które dzień ze spokojnego okradają. Mogłabym nauczyć się spać bez śnienia. Nie mogłabym, o czym ja tu? 

Po pierwsze

Tę małą kroplę, to absurdalne, tak, wyciskasz na policzek i za chwilę się śmiejesz w sobie, że znowu próbujesz użalać się nad sobą. Miało zwiastować usłonecznienie i znowu grzebię w słowach, jakbyś rozumiała, że co piąte mogłoby być moje, a co trzecie żartem, na początku cokolwiek, ale pamiętaj, ważne w pisaniu jest pierwsze zdanie, jeśli je znajduję, to już samo się pisze, nieżyjący mistrz słowa, Pan Wiesław, by Ci to pięknie wytłumaczył, on potrafił pójść na pięterko i nieraz cały dzień czekać na te pierwsze zdanie. I ja czekam i wystarczy coś co jest inne niż przed chwilą i piszę. Jak teraz, o niczym. Nie lubię przeklinać na koniec, więc zgrabnie postaram się wybrnąć z tego, że czasem myśl jest ulotna i by ją złapać, trzeba być w moim życiu. 

Linie

Nic do niczego, ugotowałam obiad i kolację miałam zrobić, na smak moich ust czekasz nieobecnościami, które rosną podczas niemiłości, może dlatego, że Marcin gdy pije, je i pisze, nie ma miejsca na kochanie kogokolwiek, ja  za niego, siebię i Ciebię i jeszcze kilkoro tych, których połączyły słowa Marcina, na przykład Oluś, jej miłość do Jolanty zaczęło niedoczekanie - chyba tylko to słowo, a myśmy się doczekały i nie rozumiem dlaczego porzucamy tych, których żeśmy szukały. Wszystko dla tych, którym nawet przez myśl nie przeszłam ja czy Ty. Ale wiedzieć musisz, wydotykać linie papilarne i te które wiodą od ucha, do drugiej fałdki, zagięcia przy udzie. Nie śpię, słodycz grzanego wina na czarnych kartkach, białym tuszem ilustruję , nie mylę się co do Ciebie, światłu udało się mgłę rozproszyć, a ja lgnę w tej mgle, czasem skomlę w maliźnie jak pies, koniec świata, nie umiem pojąć kim jestem ja i kim Ty jesteś, zjawiłaś się przy przedostatnich wątpliwościach.   

We are unwritten poems

 

Przetwory

Jak przeskoczyć ten plot językowy, który jak most powinien łączyć, a zdaje się osobność rodzi? Gdybyś wiedziała, jak kiedyś w innym życiu, poruszać się po lesie, jakie owoce byś zbierała? czyjego śpiewu nasłuchiwała? wiesz wszystko. Przetworzone owoce nie smakują jak świeże, czereśni słoiki na dębowych półkach w szafie ustawiasz. Wyciągasz, gdy Robert odwiedzi i placek z przepisu babci, drożdżowy przyniesie. Znasz przepis, tylko cierpliwości za mało, do tego co natychmiastowe drapiesz skojarzenia. Nie wszystek sen wyśnisz rano, kiedy nie obudzisz się sama. W niebo popatrzysz, podwórka wzrokiem obejmiesz, zmian poszukasz dziś na ten przykład, obok domku na podwórku, pojawiła się mała kopareczka, maciupka, jak resorak i już skojarzenia powędrowały w te słowa, gdy Ci świat nimi opowiadałam, już z oczu, ze szczęścia nabieram, przecieram zaspane i maluję tę dobrą myśl, która ma się wydarzyć. Wdzięczna jestem Bogu, za dzisiejszy dzień, choć jeszcze się nie skończył, obrosłam w tę wdzięczność...

Jesień

Kiedy pomyślę, kiedy nagle się wąwóz nieobrosły  pełen gęstego powietrza pojawia w przełyku i zdaję się, przełykanie śliny jest trudniejsze, jakby tym wąwozem spływała lawa niosąca ze sobą kamienie i drzewa. Od góry w dół, jakby nie znała innego kierunku. Trzeba mieć odwagę, by nie zwariować, zapytać siebie, czy tak być powinno, odebrałeś mi wszystek myśli, zaskarbiłeś na jednej ławce poukładane słowa, nim śnieg biały, jak moja nieużyta suknia ślubna przysypał wszystko, wtedy ucichłeś, a teraz podnosisz liście i kasztany w kieszenie upychasz, sama się sobie dziwisz, do ciebie mówię, nie patrz, przecież wiesz wszystko, że jesień jest złota i jutro dzień piękniejszy od innych. 

Spotkanie

Ta niespokojna odległość. Warta, niewarta, z pokoju do pokoju, spod łóżka pod drzwi na pełną iluzji wycieraczkę w szachownicę. Miałam raz przyjaciela, grał w filmie popierdółkę, niedługo po tym odebrał sobie od świata dług w postaci nie istnienia. Przecież nikt nie zapisał, prócz literki P, choć wolałby z małej litery, jak premiera bez B. Nikt nie dochodzi, czyja to była wina, gdy spotkały się dwa istnienia w nieistniejącym świecie. Świat zaistniał, my ukrywamy się nadal i chociaż w każdą noc mnie otulasz oddechem, w snach błądzę, szukając Ciebie, który jesteś przy mnie, nawet gdy oczy zamykam, szczególnie wtedy.  Zdjęcie jest końcową ilustracją z książki "Listy do Mileny"   

Aparat - Little feet

 

Kolor róży

Było tuż po zmroku, jeszcze nie wszystek dzień postanowił odejść. Przyszła mi myśl taka, że budzę się co rano z pieśnią w uszach, choć nie zawsze tą samą. Klarowności jej wypatrują oczy, które jak ostatnio stwierdziłam, rozwinęły niezwykłą umiejętność słyszenia. W rozmowie z człowiekiem z egzemą, absolutnie nic poza melodią słów, do mnie nie dociera. Najważniejsze są oczy.  Każdemu w nie zaglądam, nasłuchując, co mają do powiedzenia, twarzy mogę nie pamiętać, ale oczy zawsze. Mam ołtarz w sercu w róży kolorze, którego chronię, nie, nie ołtarza, serca chronię czystości, ono rozświetla oczy dla mnie

Pełnia baskijska

Zupełnie przypadkowo, trochę zamierzenie, ale tylko trochę, kiedy serca spytałam, powiedziało, że czekało na tę godzinę złotą, by słowa sczytywać. I nic nie stało się innego, nadal szukam powiązania, pszczoły z ucha nie odganiam, czy mogę dalej pisać, tego nie powiedziało ani serce, ani ona. Wieczór nadchodzi szybciej, dzień zatrzymuje się między chmurami spodziera na mnie uszczęśliwioną drobiazgiem, że dziś zdążyłam. Podnoszę oczy, nade mną asteryzm, zakopałam się w kreskach i innych rysunkach, wymalowałam, na jutrzejszą drogę pomyślność. Jesteś przy mnie.

Steven Gutheinz - Breathe

 

Królimiś

Najsampierw przeskakiwałam między słowami, jakby tam więcej pozostało. Złamałam ucho igielne, kiedy nawlekłam nową nić, od razu do krwi wcisnęło się w palec. Poukładalność swoją dziś drogą A4 mierzę. Mała smutka przyprowadziła mi Twoje imię. Królowa, goniec i świetlik z rękawa i że cztery razy cztery, to nie zawsze szesnaście, numer boczny zaczyna się na sześć, funkcjonować będzie nowa wycieraczka iluzji, zanim próg przekroczysz. Zastanawiam się czy opisać Ci podróż i to że smakowałam pełni w galerii. Pewnie wszystko już wiesz, ten krok przed. Dziękuję Ci za wczoraj, jesienny, a jak lipcowy wieczór. 

Ex-Re - Sleep (live)

 

Plecami w stronę okna.

Wysokie trawy w koralach, przecinają światło rozdając komu widzieć podobna. To "t" do  "to Ona" wyszywałam osiem minut. Dlaczego osiem, zawsze było siedem, pamiętasz, pytam, nie, nie pamiętasz. przerwałam na "o", nitka się skończyła. Zacznę od nowa. Nikt o tym nie mówi, że w gramatyce, uczyli nas rozpoznawać różne czasy, została do dzisiej  niewiadoma w którym czasie pojawia się Ona. Dywany liści, a jeż wyjada z kociej miski. Od dawna siadam plecami w stronę okna, świat za nami, przede mną, bo nie wiem czy pójdziesz tak daleko. Słownik podpowiada - pozdrawiam - jakby to była wiadomość do kogoś obcego, ale jest do nas: Zakwitła róża, nie mogę uwierzyć,  wyniosłam ją na zewnątrz, bo złapała babie lato z niczego, teraz się odwdzięczyła.   

Przedświt

Mży nad rzeką, w cieple skraplają się mgły na pajęczynach pozostawionych jesieni, w porannym pejzażu wilgoci z pół sąsiednich wymieniają świergoty ukryte ptaki. Znowu szukam na mapie rzeki, którą życzyłaś mi siły w moje urodziny. Zastanawiałam się wtedy, czy warta jestem, założyłam jedwabną w serduszka sukienkę, ale to chyba jednak kwiateczki, nic to, na czas, kiedy On prowadzi mnie za rękę, przysiada na gołym ramieniu i zaczyna gęsto krzyczeć niemożebnie okrągłe litery, bym pisała słowa. I nie Wiem czy już, czy powrócę wieczorem, nie mieszczę się w sobie. Wróciłam, w tej samej chwili, gdy pomyślałam o intensywnym towarzysko wieczorze z dala od Ciebie. 

Ko(d)t pocztowy

  Śnieżno białą koszulę nocną, pomalowałam rano kawą, przeciskając sny w rzeczywistość, nie wiedząc, że pojedyńcze plamki, to miejsca,  pomiędzy wydarza się życie. Wrona czaiła się udając kota w wysokiej trawie, uśmiechałam się do środka. Listom bez odpowiedzi, które zostawiam, nie wysłane we mnie mieszkają, nadam kod pocztowy licząc słowa, może trafisz, gdzieś na Podlasiu, w piwnicy matka krzyczy, dlaczego teraz ta retrospektywa. Matka nie była moja, krzyki nieobce, Ciebie nie było.  znalazłeś mnie teraz, miraż czterdziestu lat, zapisany na ścianie długopisem, niedokończony jak historia skradającego się ptaka. I motyl do mnie radośnie podleciał i opowiedział mi o dwóch ptakach, które szybują pod niebem, bezchmurnym dzisiaj. Ulistnione nerwy, unerwione liście, z tej Brzozy, gdzie od środka jesień przyszła, zażółciły trawnik swym złotem, kolor jakże ciężki do uchwycenia, jak Twoje myśli z poczekalni z dopiskiem rąk gestykulujących. Czegoś się boję, pisałam kiedyś o Sępach,...

Poranek

  Znowu mrugam z gwiazdami, by lepiej poczuć, na nocnym niebie trafia się samolot, oszust, który nauczył się mrugać. Nawet nie patrzę w jego kierunku, wiem gdzie jest lotnisko, niemal po sąsiedzku, dłuższy spacer, którego nie odbyłam, to wszystko. Wczoraj w kolorowych papierkach tworzyłam myśli ulotne, dzień oddał wszystko, co czerpać można, wiadro z wodą na następny ranek zostawił nie wiedząc, że pod koniec września przybędzie, skruszy sen i ostatnią zimę przypomni. Latające dywany  dla dorosłych. Gdzie rozwiązanie, przecież ja dopiero wiosną chce to sczytać, wspominałam to w chwili, gdy iskrzyły nasze oczy, niezręczne ruchy dłoni i słowa. Sylwetka opanowana na zielono, a gdy pojawił się granat nieba, oczy i włosy rozbiegał jedwabny dotyk światła, od którego zaczął się obraz. Między sny weszły Saturn, Orion i pająki. Obudziłeś mnie w niedokończonym świecie, poranek został na poduszce. Długo mi myśl do życia prowadzić było po niteczce. Wymieniłam sznurówki w butach. 

Koincydencje

Rozbryzło za oknem światło, pociąg przyspieszył i oczy napełnił pejzażem Twoim i architekturą innych. Znienacka, siedzących tam gdzie ich miejsce, nie wszyscy wiedzieli na co patrzeć. Niektórzy spoglądali po sobie szukając miejsca na spoczynek oczu i maleńki oddech, który pozwoli przetrwać podróż. Zapomniałam wziąć książki, miałam prosić o link do Twojej, w sam raz na czas podróży mogłabym się przenieść w światy najbliższe. Nie martw się, nie tęskni tak bardzo, że ucho dziś prawe zostawione jak na wietrze dzwonki, a teraz, dwa dni później ptaki. Wczorajszy dzień, jakże uważny za Twoim, nie wszystko wiem, ale to na pewno i nie mogę napisać. Poły płaszcza trzymam w rękach, szukam nadziei na każdy schodek, którym idę w górę i wychodzę, na Ciebie patrzę. Krajobraz przegląda się w szybie, więc mam drzewa na tle pociętego nieba, jakby ktoś na drucikach trzymał latawce. Jesienne liście dopełniają koloru, którego zabrakło wczoraj, kupiłam na placu wolności kredki, pokolorowałam dziką różę i ży...

Turnus

Tramwaj skojarzeń przemknął w zakole po lewej stronie torów prowadzących w dół, do zajezdni. Okiem wypatrzył przyjezdnych i nie znalazł niczego, co zostawili po sobie ci, którzy przybyli by ich rozpoznano, niewielu przysiadło na tarasie wokół uzdrowiskowego baru, rozpoczął się nowy turnus. Stołówka, recepcja, klucze i tak każdy rok wita tym razem pani Julia, z uśmiechem na twarzy wdaje się w przy barowe rozmowy ze zdecydowanymi na samotne drinki z nadzieją, że następne będą w towarzystwie niepokoju i podniecania, zapachem obu. Marysia na zjeżdżalni domaga się miłości, myślę litości on w tym roku nie podzielił, by rozmnożyć, każdemu tyle co do życia potrzeba, więc barowicze w płonnych nadziejach siedzą niewiedząc. Po schodach doszły dwie Panie w przeraźliwie krzyczących maskach, przebrane w stylu retro, chociaż rajstopy tak błyszczą, że na pewno to nie jedwab, a piórka we włosach przyklapły deszczem, bo ten jeszcze popłakał z tymi, co za barem do Julii podsyłają uśmiechy z nadzieją już ...

Serdecznik

Wąchasz moje włosy, nad kałużą pochylasz dłonie, że może jeszcze kto inny zdobędzie się na walkę, pluskasz w odbicie kamieniem, nie chcesz już więcej ujrzeć tego, którym byłeś, którym jesteś, jeszcze nie wiesz i mnie ta wiedza pomalutku, pocichutku pośród śnienia, oczy  otwiera, szaro zielone, jak zmyślone nie moje, a przecież w nich świat cały przyglądam po Tobie. Czterokanciasty serdecznik zrywam na wywar, by kołatanie zatrzymać. Dziurawiec w wazony zbieram, jeżynami dopełniam usta tęskne Twoich każdego poranka i nocy.

Blood so Red

  Agnes Obel - The Meaning of Flowers - album

Mło(dy)kos, lub pani ko-sowa

  Noszę w sobie ślady dwóch siebie, pozostałości fragmentów istot, które spotkałam w podróży, to co we mnie włożyłeś, niepamięć wszystkich namnaża się fraktalnie. O tobie nie jest stateczna, jesteśmy odbici w nieskończoności iluzji o nas samych. Poszukiwanie ścieżki ku tobie, utworzyło labirynt w moim umyśle, skąd nie potrafię cię odesłać rzeczywistości. Nie w nas, czas zaciera ślady. Przytula mnie myśl o tobie, gorąco całuje czasem ratuje mnie dym w ustach, odrasta twarz, której oczom mogę wierzyć, iż nie pochowają mnie za życia w sobie. Nizam dojrzałą jarzębinę na nić niewidzialną, twoimi dłońmi, które zwykły zasłaniać wrażliwość teraźniejszego "ja" i to co pozostało po nim, ma krótkie sukienki bez rękawów i kołnierzy. Noszę w sobie dzikie konie, galopując serce rozrywają w domach, ich drżące nozdrza wydmuchują parę z której rośnie deszcz. Staję na tylnych nogach przed falami i dostrzegam wzrok smutny, który pływa pomiędzy rozrzuconymi kwiatami u moich stóp, otwartych na św...

Włosy

Ktoś okrada mnie ze snów, słyszysz, jak mocno wali serce, starej miłości którą próbujesz zabić. Ona wie, wie o Tobie wszystko, wyciąga ze skrzyni Twoje sekrety, nie pytając, czy ktokolwiek rozumie tak nierealnie jak ja. Nowym językiem szeptaną, ze stołu okruchami zgarniętą, mieszkającą w każdym strumieniu wody, w szczotce do włosów i spalonych całych puklach tych do niedawna jedwabnych włosów. Straciłam to wczoraj, też głos tracisz, nie umiesz się we mnie przebić, za dużo rzeczy w okół, które porównuję. Czytałam o szczotce i tej miłości, wyślizgnąć się z łóżka na chwilę, by powąchać, zebrać cały zapach włosów w nozdrza i czuć się jak nastolatka podsłuchując, Twoje kroki do mnie,  prowadzą urodziłam się na nowo wolna, by poznawać smak miłości w ludzkich oczach. Nie wierzysz mi? Modliłeś do mnie tęsknieniem, byciem małym chłopcem, o którym zapomniałeś. O czym śnisz? Czy widzisz ogień?  

Paris Paloma - Pyrrhus (you go where I cannot)

 

Holy Water

  Holy Water by RY X Noce nie kradną światła dniom, synchronizują swoje nadejście ze skłaniającym się ku zachodowi dnieniem. Mają w sobie najwięcej, możesz myśleć cieplej, planować goręcej monologi wydają się świecić jak gwiazdy. Nie błądź tamtędy, nie usypiaj mocy nocy, która wita niedowierzaniem każde słowo. Wyciąga zza księżyca ręce, obejmuje twarz oddechem, oczami mierzy troski pozostawione na progu, na potem.

Opera

Ktoś tu był i był i grzebał, rozdrapując po piętnaście razy każde ziarenko. A teraz nie ma nikogo, w multikinie odwołali seans, jak dobrze, że książkę ze sobą zabrałam. A Ty mój drogi, nie przesadzaj wkrótce zasypię cię nieoczywistościami, taki osuszacz, powietrza i nadmiaru w braku. Boję się dać siebie innym, przeczytałam i zastanawiam się, czy gdybym miała kiedyś wybór, czy podobnie bym myślała, ale nie miałam. Siedzę przed Operą. Dziękuję za ptaki. 

Mapy

Synchroniczność, to wszechobecna rzeczywistość dla tych którzy widzą, intensywność, moich perfum, dzięki tkliwości nihilistów zgubiła posmak chemii, porzeczki pachną działkami, świeżo zgnieciony kompot. Sfermentowany, wczorajszymi zakrętami, włosy i wszystkie piegi policzone i po węgiel daleko nie trzeba chodzić, ogień zajął krzesło zostawione na zewnątrz, wokół krążyły dzieci, przynosząc ratunek z rzeki. Ajuści, zjadacz grzechów naszych, wyznaczył mapę. Całą logistykę misja od rzeki do brzegu i odwrotnie, gdzie depcze węże w domu nieopodal.

Owoc

  Ulistnione łodygi, sięgają ziemi cierpko pachnące owoce, po których poznajesz czy jestem, czy odchodzę w ten jeden punkt wciśnięta śliwka, nie znam jej odmiany, być może zrodziła się dziko, bez potrzeby ukorzenienia. Przecież rośnie na kartce, tej pogniecionej, pamiętasz staraliśmy się, ją wyprostować korzenie w ziemię zapuściła i dała owoc. Słodycz jej przypomina tamtą jesień, kiedy wyznałeś, nie wiedząc wolnych krzeseł w przestrzeni, odważyłeś się szurać, jak kołatek przypominać istnienie swoje. 

Verses and Expressions

Steven Gutheinz - Verses and Expressions Jestem szczęśliwy z Tobą, muszę Ci to dzisiaj powiedzieć,  bo kiedy jak nie teraz i nie zapisuj nigdzie. Zaraz wracam. Poszłam ja, oboje wróciliśmy.  Siedząc przy kawiarnianym stoliku, miałam dejavu,  Gnossiene No.1  

Breathing

  Lithic by Laura Misch

M83 - 'Blister Sunrise'

  Pani niepozorna, podobna do nikogo w kurtce zmokniętej jak wszyscy, przepycha się przez tłum w tramwaju żądając biletu. Ale wcześniej...  były pszczoły, na ustach, dwa razy bzyczały, chciały więcej, może miały, a ja tylko te dwa razy się ocknęłam słysząc, gdzieś się muszą schronić. Gdzie spojrzę, Ty, schody płyną kaskadami deszczu, trzymam resztki suchych spodni, zmęczone buty, schronienie, Ty, kwadraty, planszówki, kolory, ale to jest nic, przecież nic, za uśmiech.

Czas

Naprawdę jest Twoje, co na wyciągnięcie ręki, dalej wzrok tylko sięga, a patrzeć można jak odchodzi, powraca, ta którą obudzono przypadkiem znów się odważył. Popółnocne brzęki oddalają sen, nie można mi do innych drzwi pukać. Biała noc, blade sny, powietrze rześkie gubi posmak na nocnej drodze znaki z ust czerwieni i posmak malin, znikąd drobinki czasu wirują na ławce. Zaraz świta, budzą się fale ospałego morza, śpiew kolorów się rodzi i Ty jedyna, pomiędzy Pieśni wersami na ustach moich. Przybrana w pierwsze promienie, złościsz trawy, gdzie tylko stopy rosą pogłaszczesz, tam śpiew uwolnisz. Przez filtr w sepii, układasz kolory, należyte formy, meble i sufity stroisz. Z krzesłem tańczysz do kolacji, przed snem ręce prostujesz, liczysz uśmiechy i zgody na wszystko, czego w sen nie zabierzesz. Wdycham Twoje słowa, tylko nimi oddycham, lubią we mnie gmerać od ucha, przez podniebienie, okolice serca i ten nagły zryw, gdzieś w okolicy brzucha, schodzi w dół mrowiąc stopy.   

Jeszcze dnieje

Nie odróżniasz wśród słów pajęczyn, co pokryły łąki i pierwszym promieniem słońca, gubią rosę po lecie. Czuję, przez otwarte drzwi wiatr ciągnie do mnie, nogi chłodem owiewa, tłumaczy ułożone puzzle. Koniuszkami słów zapalam światło na jesień w domu, dla Ciebie, dla nas na schowany październik pod kocem wrzosowym, na ten listopad gdzie migocą w oddali tańczące płomienie zmęczonych życiem i oswojone przy suśni grudnie, stycznie rozległe w białość i z lutowej herbaty, cały aromat na wiosnę, od lata we mnie wzbierała, od urodzenia, nie potrzebuję Twojej zgody, by zrozumieć, jak daleko zaszłeś. Wtedy, w pociągu, ta pełnia po lewej stronie do myśli przywiązana. Wiedziałeś.   

retain

  flora cash - OVER

Artipelag

Widoki niczym dziesiątki światełek odbijających się w podłogach łazienek Artipelagu. Na tę stronę kształty, jedwabiem od aksamitu skóry oddzielone, miękkość i Ty w dal wpatrzony, jakby nie było teraz. Zaraz wtorek. Bezszelestnie unoszę kurtynę w Twoich oknach, źrenic dotykam swoimi, bliżej już nie można i znowu jesteś wszędzie tam, gdzie Cię nie ma. Przychodzisz najczęściej w deszcz, przemoknięty tulisz do siebie chusteczkę, wycierasz nos, brodę, ręce o ścianę wycierasz i stoisz, jakbyś uczył się przerzucać ciężar serca, na drugą nogę, drogę. 

Jeżyny

  Charcoal by Brambles Nie mam rachunków, nie wiem komu dzwonię i kto ze mną rozmawia, spotykam nowych ludzi i się ich boję, bo przecież połączenia wewnętrzne są bezpłatne. Od kogo liczyć i jak słuchać, którym alfabetem odczytać. Przyswoiłam język sowy, podążam za nią nocą, sny układa mi na gałęziach po które Ty rankiem sięgasz, nim dzień się otworzy już śpiewasz mi w uszach, stokrotki jak na Boże ciało sypiesz, tyle że na moje. Wdzięczność mam taką do Ciebie, więc dzwoń kiedy tylko zechcesz, jeśli nie chcesz, podrapię szyję z lewej strony, ręką przebiegnę od ucha do serca, położę palec na ustach.

Pociąg

  Nieśpieszny" i podróż to my i zwróć uwagę proszę na współpasażerów, ustąp miejsca, nie, Ty, nie ustępuj, siedź, bo przecież masz mnie obok, opiekujesz się mną, podałeś mi wodę, całe jezioro już napełniłam, nadmiarem soli, każdego wieczoru, dlaczego? Temperatura uczuć może być jednak jak w pociągu, chłodek to dla miłości miodek, czy jakoś tak wryłeś mi w pamięć, mijam twarze, by Twoje spojrzenie odnaleźć, przed chwilą siedziałeś tu obok, przy oknie, uśmiechnęłam się do Ciebie i co kilka chwil myślę sobie, że dobrze podróżować razem. 

Szyba

  Trzepotem skrzydeł drzewa poruszyłam, szelest liści oswajając, by migotliwie w drżących kolanach przybiec z zimna uczuć między nami. Pokorę nasyciłam dojrzałym spokojem, u schyłku lata deszczem tak lepkim, by przetrwać zimę w jemiole umościć słowa sytości. Jeszcze sierpień, zbieramy posiane, wyplatamy złote kłosy z łuną nieba na twarzach, zapominając nocy, gdzie dzwony niemożebnie siliły się na  rozstanie z dniem, natrafiłam na szybę, której wcześniej nie widziałam, po tylu latach, nie do uwierzenia. Nocą wszystko jest bardziej. 

Merry-Go-Round

  Merry-Go-Round [Single] by Cloud Tangle

SOŃKA

Nie słychać jak ludzie myślą o sobie, jak w myślach ratują ukochanych. 

Domy

Nie ważyło wiele, tylko że to, co ważne, nie waży wiele, zupełnie jak to, co nieważne - dlatego tak łatwo pomylić jedno z drugim, poplątać...  Karpowicz I nie, nie zgromadziłam kolekcji książek Karpowicza, ale na pewno we mnie został język, a wraz z SOŃKA, dotykałam magii, rozwijałam inteligencję emocjonalną, mieszkałam gdzieś wysoko ponad, ponad tym wszystkim. I mimo tego, że fabułę niebardzo pamiętam, to melodię słów na pewno.  Kędy wieje, tam chodzi, nie pyta o pozwolenie, zabiera. Każdemu inaczej. 

Talk to Me