Będziość jak u Mirona na drucikach się kiwa. Wyrazy mi słowisz, byty mnożysz, chcę Cię wiedzieć, jest mi dobrzej, kiedy mogę spokojnie tworzyć, nie czekając Ciebie, odwilży, herbaty. Gazeta codzienna ma milion niewysłowionych myśli, przez swych redaktorów schowanych pod kubkiem kawy, czasem w kieszeni z paragonem za szybkie burrito koło przechodniej strony kwiaciarni. Dotarliśmy do będzie dobrze już przy pierwszym spotkaniu, drugiego doczekać niepodobna, wtedy dotknąłeś dwa razy ramienia przytrzymując rękę, jakbyś mierzył nią temperaturę uczuć i oczekiwanie Twoje. Pozwoliłam, a potem zgubiłam Twój obraz, i każdego dnia rozmyślam, czy w pokoju nie zostawiłam, kiedy upewniłeś się, że dotarłam. Byłam, spod drzwi odejść nie umiałam, otwierałam kilka razy i zamykałam. Wciąż się ktoś kręcił, światło zapalał. A Ty spędziłeś czas w taksówce, miała włączone światła, zastanawiałam się wtedy, czy odważysz się wysiąść. Nie odważyłeś, wróciłam następnego dnia i przysiąc mogę, że nie chciałam pamiętać, ale sam mi słowisz w myśli przeszłe wkładasz, więc wróciłam jeszcze raz do tego, istotnego wtedy zdarzenia, bo ono pomięło kartkę, wilgotne dłonie jej nie rozprostowały. Następnym razem i wtedy myślę szybciutko, że jakim następnym, tych razów w czasie było wiele, cały czas są. Wycinasz ze mną muszelki i wieszasz na drucikach jak byty, potem przyglądasz się, podnosisz kubek, rumianek mój smakujesz i nie wiem dlaczego, chcesz zabrać mi kolejne minuty ciepłe kaloryfery, albo piec się naprawił, albo się uparł i rozdaje miłość. Nie każdemu jak kiedyś, ograniczam zasoby, mam spiżarkę w przedpokoju, wszystko pod ręką, na dębowych deskach, trwałe ślady w sobie. I wrócę jeszcze do tego ramienia, i przypominam sobie, że kiedyś jedno z nich fotografowałam, sytuacja odwrócona, włosami twarz zasłoniłam i jedwabne ramiączko zrobiło resztę, której nie było. Wiesz, sukienki też często tył na przód zakładam, swetry i nigdy nie przyszły mi do głosu słowa mamy, do wczoraj. Będę bardziej. Uważna będę. I jesień taka słoneczna u mnie zaraz po przebudzeniu się uśmiecham, jeszcze chwilę rozmyślam, próbuję sny dogonić, spamiętać odrobinę innego świata.

Czasem właśnie takie drobne gesty albo ich brak zostają z nami na długo, bo wciąż próbujemy dopowiedzieć sobie to, czego nie udało się wyjaśnić wprost. Jest w tym tekście coś z powracania do miejsca, w którym mogło wydarzyć się coś ważnego, ale zabrakło odwagi, by zrobić kolejny krok. A kwiaciarnia z tytułu staje się niemal przypadkowym punktem na mapie pamięci — jednym z tych miejsc, które nagle znaczą więcej, niż powinny.
OdpowiedzUsuńTak, jest powracanie w przeszłe, podsumowanie ciągłości. Zaakceptowanie i zaakcentowanie niekonkretnych zdarzeń, też lubię pisać, więc wracam w literkach, rzeczywistość zmieniam trochę realizm magiczny i takie tam.
OdpowiedzUsuńjedwabne ramiączko i reszta, której nie było - niezwykłe, jak wiele zmieścić się może w detalu. jeśli zakładanie sukienki tyłem do przodu sprawia, że świat jest taki jakim go opisuje, zawsze noś je w ten sposób. a co!
OdpowiedzUsuńFascynujące niedopowiedzenia.
OdpowiedzUsuń