Przejdź do głównej zawartości

Ramka


Gęsto miałam w głowie, rozjaśniłam świat porządkiem w pracowni, spakowałam poranek, niedługo spodziewaj się przesyłki, w niej srebrna rama, z maleńkim otworem dziewięć na dziewięć, od zawsze zachwycają mnie małe wielkie dzieła, namaluję siebie, widziałeś mnie już taką, gdzie słońce mój kark złoci, między kosmyki włosów rozkłada promienie i ten koronkowy kołnieżyk, też jestem dziełem, swoim, natury, przypadku, Twoim, na kształt siebie i Ciebie, nie wiem czy chcianym i już przybłąkała się odpowiedź. Mogę przysiąść, że wczoraj ok dwudziestej drugiej, przy lewym uchu słyszałam pszczołę, rozejrzałam się po ścianach i uwierzyć nie mogłam, że są białe. Uczę się języka, którym milczą drzewa, nad naszą polaną fruną ryby, brzuchami nie do nas, bo my na którejś chmurze topimy upragnione pocałunki, pada deszcz. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Spacer

  Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

Pociąg

  Nieśpieszny" i podróż to my i zwróć uwagę proszę na współpasażerów, ustąp miejsca, nie, Ty, nie ustępuj, siedź, bo przecież masz mnie obok, opiekujesz się mną, podałeś mi wodę, całe jezioro już napełniłam, nadmiarem soli, każdego wieczoru, dlaczego? Temperatura uczuć może być jednak jak w pociągu, chłodek to dla miłości miodek, czy jakoś tak wryłeś mi w pamięć, mijam twarze, by Twoje spojrzenie odnaleźć, przed chwilą siedziałeś tu obok, przy oknie, uśmiechnęłam się do Ciebie i co kilka chwil myślę sobie, że dobrze podróżować razem. 

Artipelag

Widoki niczym dziesiątki światełek odbijających się w podłogach łazienek Artipelagu. Na tę stronę kształty, jedwabiem od aksamitu skóry oddzielone, miękkość i Ty w dal wpatrzony, jakby nie było teraz. Zaraz wtorek. Bezszelestnie unoszę kurtynę w Twoich oknach, źrenic dotykam swoimi, bliżej już nie można i znowu jesteś wszędzie tam, gdzie Cię nie ma. Przychodzisz najczęściej w deszcz, przemoknięty tulisz do siebie chusteczkę, wycierasz nos, brodę, ręce o ścianę wycierasz i stoisz, jakbyś uczył się przerzucać ciężar serca, na drugą nogę, drogę.