Tramwaj skojarzeń przemknął w zakole po lewej stronie torów prowadzących w dół, do zajezdni. Okiem wypatrzył przyjezdnych i nie znalazł niczego, co zostawili po sobie ci, którzy przybyli by ich rozpoznano, niewielu przysiadło na tarasie wokół uzdrowiskowego baru, rozpoczął się nowy turnus. Stołówka, recepcja, klucze i tak każdy rok wita tym razem pani Julia, z uśmiechem na twarzy wdaje się w przy barowe rozmowy ze zdecydowanymi na samotne drinki z nadzieją, że następne będą w towarzystwie niepokoju i podniecania, zapachem obu. Marysia na zjeżdżalni domaga się miłości, myślę litości on w tym roku nie podzielił, by rozmnożyć, każdemu tyle co do życia potrzeba, więc barowicze w płonnych nadziejach siedzą niewiedząc. Po schodach doszły dwie Panie w przeraźliwie krzyczących maskach, przebrane w stylu retro, chociaż rajstopy tak błyszczą, że na pewno to nie jedwab, a piórka we włosach przyklapły deszczem, bo ten jeszcze popłakał z tymi, co za barem do Julii podsyłają uśmiechy z nadzieją już na nic. Następna para to wenecki kupiec ze sztyletem i sakwą u boku króla w złotej pelerynie i tak samo koronie, z kłamstw wynikało że był męską pracownicą seksualną, okazało się, że jednak psychologiem. Ona uśmiecha się zalotnie nie wiedząc co popija w coli, która wędruje po wszystkich gardłch przez usta, pod stołem wymiana, dwuznaczne gesty i dotyki niejasne. Na parkiet wchodzi pierwsza dama lekko rozkołysana w obcasach, za nią młodzieniec poprawia perukę, powstali ci co Julkę nudzili i przemieszczają się mniej swobodnie wśród pozostałych tańczących. Ale ty słyszysz muzykę, tak melodię słyszę, i zaraz szybko odchodzę by nie słyszeć, jak fałszuje myśli jeden z drugim, obaj mocni w duchu i ciele, prowadzili warsztaty za drzwiami niezamkniętymi. Skończył się rum i nikt już nie płynie w tę stronę, teraz zakręcony Bałtyk w trzech kolorach. Szukają króla i królowej. Jak z bajki poemat, owocujące marzenia i nabrzmiałe śliwy, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że będziemy piec dzisiaj ciasto. Ciasno znowu przy barze, przybyli ci, którzy tytułu szukają, rozdają karteczki z numerami, biorę wszystkie, niech się każdemu szczęści korona, w tej zabawie, ja swoją w życiu z pozostałymi na tarasie noszę od świtu przez noc i tak do końca zabawy pozostaje niepewność, czasu. Czy Ty to ty, czy dzwonisz, słyszę, lecz zaraz cichnę, nie zdążyłam. To nic, przyznasz sam, że nic takiego, można jeszcze raz spróbować zdążyć, otworzyć torebkę. Ułożyłeś mi siebie, jak w międzytkance pasującej, zabliźniłeś, nie szarp mnie teraz, bo jak ona niszczysz włosy, zbierane w ręce tuż przy karku, są nadal moje, nikt się nie odważył przyznać do jedynej, Ty też królem nie zostałeś, wrzawa, oklaski i tupanie, wybrano królową w Blue i jakiegoś egipskiego Boga, obydwoje wyszkoleni w uśmiechach do nas, już nikt nie przyjdzie, powoli pustoszeje scena, na niej jeszcze my, czekamy jak kopciuszek na dwunastą. Do za rok Julia. Rozeszli się nie odchodząc daleko, przy domu domek, cienkie ściany, zasnęłam. I obudziłeś mnie o piątej osiemnaście, znowu zdążyłam przyśnić. Autobus zamykał mi oczy, miasta zmieniały krajobraz i dokąd teraz, S6, A1, A2 co za różnica.
Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

Czytałam to z poczuciem, że jadę tym tramwajem razem z Tobą — od zajezdni, przez bar, taniec, śmiech i te wszystkie trochę absurdalne, trochę wzruszające spotkania. Jest w tym tekście coś bardzo filmowego, ale przede wszystkim prawdziwego. Mnóstwo szczegółów, zapachów, gestów i niedopowiedzeń, a pod nimi samotność, tęsknota i czekanie na kogoś, kto może się pojawić… albo tylko zadzwonić o 5:18.
OdpowiedzUsuńNajbardziej lubię właśnie tę niepewność między snem a jawą, między „czy Ty to ty” a „można jeszcze raz spróbować”. Czyta się to jak wspomnienie, które jeszcze nie zdążyło się do końca wydarzyć. Piękny, trochę szalony, trochę melancholijny obraz ludzi szukających bliskości. I ten finał z S6, A1, A2 — niby droga donikąd, a przecież chyba właśnie gdzieś tam zaczyna się następny rozdział. ❤️
Dziękuję Ci, poruszył mnie Twój komentarz, o tym jak weszłaś w przedstawiony obraz i jak wiele z tego wyniosłaś.
OdpowiedzUsuń