Przejdź do głównej zawartości

Po pierwsze


Tę małą kroplę, to absurdalne, tak, wyciskasz na policzek i za chwilę się śmiejesz w sobie, że znowu próbujesz użalać się nad sobą. Miało zwiastować usłonecznienie i znowu grzebię w słowach, jakbyś rozumiała, że co piąte mogłoby być moje, a co trzecie żartem, na początku cokolwiek, ale pamiętaj, ważne w pisaniu jest pierwsze zdanie, jeśli je znajduję, to już samo się pisze, nieżyjący mistrz słowa, Pan Wiesław, by Ci to pięknie wytłumaczył, on potrafił pójść na pięterko i nieraz cały dzień czekać na te pierwsze zdanie. I ja czekam i wystarczy coś co jest inne niż przed chwilą i piszę. Jak teraz, o niczym. Nie lubię przeklinać na koniec, więc zgrabnie postaram się wybrnąć z tego, że czasem myśl jest ulotna i by ją złapać, trzeba być w moim życiu. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Spacer

  Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

Pociąg

  Nieśpieszny" i podróż to my i zwróć uwagę proszę na współpasażerów, ustąp miejsca, nie, Ty, nie ustępuj, siedź, bo przecież masz mnie obok, opiekujesz się mną, podałeś mi wodę, całe jezioro już napełniłam, nadmiarem soli, każdego wieczoru, dlaczego? Temperatura uczuć może być jednak jak w pociągu, chłodek to dla miłości miodek, czy jakoś tak wryłeś mi w pamięć, mijam twarze, by Twoje spojrzenie odnaleźć, przed chwilą siedziałeś tu obok, przy oknie, uśmiechnęłam się do Ciebie i co kilka chwil myślę sobie, że dobrze podróżować razem. 

Artipelag

Widoki niczym dziesiątki światełek odbijających się w podłogach łazienek Artipelagu. Na tę stronę kształty, jedwabiem od aksamitu skóry oddzielone, miękkość i Ty w dal wpatrzony, jakby nie było teraz. Zaraz wtorek. Bezszelestnie unoszę kurtynę w Twoich oknach, źrenic dotykam swoimi, bliżej już nie można i znowu jesteś wszędzie tam, gdzie Cię nie ma. Przychodzisz najczęściej w deszcz, przemoknięty tulisz do siebie chusteczkę, wycierasz nos, brodę, ręce o ścianę wycierasz i stoisz, jakbyś uczył się przerzucać ciężar serca, na drugą nogę, drogę.