Przejdź do głównej zawartości

Akcent poboczny


Wędrujące wydmy, pochłaniają drzewa, mozaiki siedlisk, na ich skraju pędy korzeni stabilizują piasek rozsiewany wiatrem, który źdźbłami trawy maluje pejzaże, roznosi ogień. Pasożyty pod korą drzew, korniki drukarze. Drzewa próbowały się bronić, wydzielając żywicę nocą, tylko morze nie śpi. Kamusznik, szlamik, bioróżnorodność. Ludzie, którzy latają niczym ptaki i ci co ptaki kochają. M. kiedyś pytała, czy mam marzenia, mam, zdobyć umiejętność poruszania się na paralotni. Ale nie wspomniałam, odkryć przed kimś marzenia, to jak nagi spacer przez miasto. Tak więc szybuję trochę nad miastem, widok z góry jest umniejszony, ale zobaczyć można więcej, marzeń też jest więcej. Zafascynowana jestem introligatorstwem, renowacją starych obrazów i przedmiotów tworzę mini książeczki  w tkaninie, chciałabym je szyć i pisać w dwuwargowym rytmie niepłucnym,  lekko dotykając językiem, szczelin ukrytych pomiędzy. Na końcu las, drzewa wystrojone w jemiołę i przewody wysokiego napięcia, oddychają na czerwono. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Spacer

  Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

Pociąg

  Nieśpieszny" i podróż to my i zwróć uwagę proszę na współpasażerów, ustąp miejsca, nie, Ty, nie ustępuj, siedź, bo przecież masz mnie obok, opiekujesz się mną, podałeś mi wodę, całe jezioro już napełniłam, nadmiarem soli, każdego wieczoru, dlaczego? Temperatura uczuć może być jednak jak w pociągu, chłodek to dla miłości miodek, czy jakoś tak wryłeś mi w pamięć, mijam twarze, by Twoje spojrzenie odnaleźć, przed chwilą siedziałeś tu obok, przy oknie, uśmiechnęłam się do Ciebie i co kilka chwil myślę sobie, że dobrze podróżować razem. 

Artipelag

Widoki niczym dziesiątki światełek odbijających się w podłogach łazienek Artipelagu. Na tę stronę kształty, jedwabiem od aksamitu skóry oddzielone, miękkość i Ty w dal wpatrzony, jakby nie było teraz. Zaraz wtorek. Bezszelestnie unoszę kurtynę w Twoich oknach, źrenic dotykam swoimi, bliżej już nie można i znowu jesteś wszędzie tam, gdzie Cię nie ma. Przychodzisz najczęściej w deszcz, przemoknięty tulisz do siebie chusteczkę, wycierasz nos, brodę, ręce o ścianę wycierasz i stoisz, jakbyś uczył się przerzucać ciężar serca, na drugą nogę, drogę.