Przejdź do głównej zawartości

Włosy

Ktoś okrada mnie ze snów, słyszysz, jak mocno wali serce, starej miłości którą próbujesz zabić. Ona wie, wie o Tobie wszystko, wyciąga ze skrzyni Twoje sekrety, nie pytając, czy ktokolwiek rozumie tak nierealnie jak ja. Nowym językiem szeptaną, ze stołu okruchami zgarniętą, mieszkającą w każdym strumieniu wody, w szczotce do włosów i spalonych całych puklach tych do niedawna jedwabnych włosów. Straciłam to wczoraj, też głos tracisz, nie umiesz się we mnie przebić, za dużo rzeczy w okół, które porównuję. Czytałam o szczotce i tej miłości, wyślizgnąć się z łóżka na chwilę, by powąchać, zebrać cały zapach włosów w nozdrza i czuć się jak nastolatka podsłuchując, Twoje kroki do mnie,  prowadzą urodziłam się na nowo wolna, by poznawać smak miłości w ludzkich oczach. Nie wierzysz mi? Modliłeś do mnie tęsknieniem, byciem małym chłopcem, o którym zapomniałeś. O czym śnisz? Czy widzisz ogień?

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Spacer

  Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

Pociąg

  Nieśpieszny" i podróż to my i zwróć uwagę proszę na współpasażerów, ustąp miejsca, nie, Ty, nie ustępuj, siedź, bo przecież masz mnie obok, opiekujesz się mną, podałeś mi wodę, całe jezioro już napełniłam, nadmiarem soli, każdego wieczoru, dlaczego? Temperatura uczuć może być jednak jak w pociągu, chłodek to dla miłości miodek, czy jakoś tak wryłeś mi w pamięć, mijam twarze, by Twoje spojrzenie odnaleźć, przed chwilą siedziałeś tu obok, przy oknie, uśmiechnęłam się do Ciebie i co kilka chwil myślę sobie, że dobrze podróżować razem. 

Artipelag

Widoki niczym dziesiątki światełek odbijających się w podłogach łazienek Artipelagu. Na tę stronę kształty, jedwabiem od aksamitu skóry oddzielone, miękkość i Ty w dal wpatrzony, jakby nie było teraz. Zaraz wtorek. Bezszelestnie unoszę kurtynę w Twoich oknach, źrenic dotykam swoimi, bliżej już nie można i znowu jesteś wszędzie tam, gdzie Cię nie ma. Przychodzisz najczęściej w deszcz, przemoknięty tulisz do siebie chusteczkę, wycierasz nos, brodę, ręce o ścianę wycierasz i stoisz, jakbyś uczył się przerzucać ciężar serca, na drugą nogę, drogę.