Przejdź do głównej zawartości

Przedświt


Mży nad rzeką, w cieple skraplają się mgły na pajęczynach pozostawionych jesieni, w porannym pejzażu wilgoci z pół sąsiednich wymieniają świergoty ukryte ptaki. Znowu szukam na mapie rzeki, którą życzyłaś mi siły w moje urodziny. Zastanawiałam się wtedy, czy warta jestem, założyłam jedwabną w serduszka sukienkę, ale to chyba jednak kwiateczki, nic to, na czas, kiedy On prowadzi mnie za rękę, przysiada na gołym ramieniu i zaczyna gęsto krzyczeć niemożebnie okrągłe litery, bym pisała słowa. I nie Wiem czy już, czy powrócę wieczorem, nie mieszczę się w sobie. Wróciłam, w tej samej chwili, gdy pomyślałam o intensywnym towarzysko wieczorze z dala od Ciebie. 

Komentarze

  1. Pisz słowa, jak najwięcej słów. Ładne to.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisałaś, jakbyś wiedziała 😊 Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  3. „Prześwit” kojarzy mi się z takim momentem, kiedy nagle coś, co wcześniej było niewyraźne albo trudne do nazwania, staje się trochę bardziej widoczne. Lubię takie teksty, które nie próbują wszystkiego dopowiedzieć do końca, tylko zostawiają czytelnikowi trochę przestrzeni na własne skojarzenia. Tutaj właśnie ta niedopowiedziana część wydaje mi się równie ważna jak same słowa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Prześwit może być czymś mało widocznym, rzeczywiście. Przedświt z resztą też, nawet ważniejszy, zapisują się sny we wgłębieniach poduszki.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Spacer

  Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

Pociąg

  Nieśpieszny" i podróż to my i zwróć uwagę proszę na współpasażerów, ustąp miejsca, nie, Ty, nie ustępuj, siedź, bo przecież masz mnie obok, opiekujesz się mną, podałeś mi wodę, całe jezioro już napełniłam, nadmiarem soli, każdego wieczoru, dlaczego? Temperatura uczuć może być jednak jak w pociągu, chłodek to dla miłości miodek, czy jakoś tak wryłeś mi w pamięć, mijam twarze, by Twoje spojrzenie odnaleźć, przed chwilą siedziałeś tu obok, przy oknie, uśmiechnęłam się do Ciebie i co kilka chwil myślę sobie, że dobrze podróżować razem. 

Artipelag

Widoki niczym dziesiątki światełek odbijających się w podłogach łazienek Artipelagu. Na tę stronę kształty, jedwabiem od aksamitu skóry oddzielone, miękkość i Ty w dal wpatrzony, jakby nie było teraz. Zaraz wtorek. Bezszelestnie unoszę kurtynę w Twoich oknach, źrenic dotykam swoimi, bliżej już nie można i znowu jesteś wszędzie tam, gdzie Cię nie ma. Przychodzisz najczęściej w deszcz, przemoknięty tulisz do siebie chusteczkę, wycierasz nos, brodę, ręce o ścianę wycierasz i stoisz, jakbyś uczył się przerzucać ciężar serca, na drugą nogę, drogę.