Przejdź do głównej zawartości

Poranek

 


Znowu mrugam z gwiazdami, by lepiej poczuć, na nocnym niebie trafia się samolot, oszust, który nauczył się mrugać. Nawet nie patrzę w jego kierunku, wiem gdzie jest lotnisko, niemal po sąsiedzku, dłuższy spacer, którego nie odbyłam, to wszystko. Wczoraj w kolorowych papierkach tworzyłam myśli ulotne, dzień oddał wszystko, co czerpać można, wiadro z wodą na następny ranek zostawił nie wiedząc, że pod koniec września przybędzie, skruszy sen i ostatnią zimę przypomni. Latające dywany  dla dorosłych. Gdzie rozwiązanie, przecież ja dopiero wiosną chce to sczytać, wspominałam to w chwili, gdy iskrzyły nasze oczy, niezręczne ruchy dłoni i słowa. Sylwetka opanowana na zielono, a gdy pojawił się granat nieba, oczy i włosy rozbiegał jedwabny dotyk światła, od którego zaczął się obraz. Między sny weszły Saturn, Orion i pająki. Obudziłeś mnie w niedokończonym świecie, poranek został na poduszce. Długo mi myśl do życia prowadzić było po niteczce. Wymieniłam sznurówki w butach. 


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Spacer

  Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

Pociąg

  Nieśpieszny" i podróż to my i zwróć uwagę proszę na współpasażerów, ustąp miejsca, nie, Ty, nie ustępuj, siedź, bo przecież masz mnie obok, opiekujesz się mną, podałeś mi wodę, całe jezioro już napełniłam, nadmiarem soli, każdego wieczoru, dlaczego? Temperatura uczuć może być jednak jak w pociągu, chłodek to dla miłości miodek, czy jakoś tak wryłeś mi w pamięć, mijam twarze, by Twoje spojrzenie odnaleźć, przed chwilą siedziałeś tu obok, przy oknie, uśmiechnęłam się do Ciebie i co kilka chwil myślę sobie, że dobrze podróżować razem. 

Artipelag

Widoki niczym dziesiątki światełek odbijających się w podłogach łazienek Artipelagu. Na tę stronę kształty, jedwabiem od aksamitu skóry oddzielone, miękkość i Ty w dal wpatrzony, jakby nie było teraz. Zaraz wtorek. Bezszelestnie unoszę kurtynę w Twoich oknach, źrenic dotykam swoimi, bliżej już nie można i znowu jesteś wszędzie tam, gdzie Cię nie ma. Przychodzisz najczęściej w deszcz, przemoknięty tulisz do siebie chusteczkę, wycierasz nos, brodę, ręce o ścianę wycierasz i stoisz, jakbyś uczył się przerzucać ciężar serca, na drugą nogę, drogę.