Rzeczy, które zabieram w siebie czasem szybkie, zwalniają we mnie spóźnione, niedorzeczne, te na zawsze. I gdybyś mnie zapytał jakie? musiałbyś pytać te rzeczy, bo i one mnie w siebie zabierają. Deszcz nie jest na zawsze, a godzinami mogę się przyglądać i odmierzać czas od błyskawicy do grzmotu. I najczęściej znowu siedem, podzielnych przez jeden. Sny otworzyły przestrzeń, jak to możliwe, jest 20 czerwca 2026, a nagle przenoszę się w 1896, jakby to było wczoraj i 15 lat temu i jakby na zapas, na te życie które jeszcze przede mną, by lata pamięci Twej nie wytarły, zapisz. Siedząc na mokrej werandzie, nie umiem zatrzymać wzroku, deszcz jest jak szkło ciekłe, pozwala budować faktury, zależne od wiatru, niemalże pionowo, rzadziej po skosie. Ale ze skosów mojej sypialni spływa powodzią, pomiędzy trzema oknami. Czekam na ten chłód podeszczowy, który tylko w czerwcowe dni lubię, ptaki nieustająco przesyłam Tobie i nie zapominaj tego co pamiętasz. Ja nie zapomnę. Pomna gniewu bogów, w dł...