Przejdź do głównej zawartości

Ko(d)t pocztowy

 

Śnieżno białą koszulę nocną, pomalowałam rano kawą, przeciskając sny w rzeczywistość, nie wiedząc, że pojedyńcze plamki, to miejsca,  pomiędzy wydarza się życie. Wrona czaiła się udając kota w wysokiej trawie, uśmiechałam się do środka. Listom bez odpowiedzi, które zostawiam, nie wysłane we mnie mieszkają, nadam kod pocztowy licząc słowa, może trafisz, gdzieś na Podlasiu, w piwnicy matka krzyczy, dlaczego teraz ta retrospektywa. Matka nie była moja, krzyki nieobce, Ciebie nie było.  znalazłeś mnie teraz, miraż czterdziestu lat, zapisany na ścianie długopisem, niedokończony jak historia skradającego się ptaka. I motyl do mnie radośnie podleciał i opowiedział mi o dwóch ptakach, które szybują pod niebem, bezchmurnym dzisiaj. Ulistnione nerwy, unerwione liście, z tej Brzozy, gdzie od środka jesień przyszła, zażółciły trawnik swym złotem, kolor jakże ciężki do uchwycenia, jak Twoje myśli z poczekalni z dopiskiem rąk gestykulujących. Czegoś się boję, pisałam kiedyś o Sępach, nie a propos tej fotografii, co świat obiegła i zdobyła główną nagrodę, ale trochę o tym czekaniu, jak fotograf na odpowiedni moment, by to co traci z oczu i daje, było jeszcze etyczne. Nie było i te kradzieże też nie. 



Komentarze

  1. czterdzieści lat zapisać na ścianie, to wyczyn godny Nobla. trudno nadążyć za tym, co w Tobie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oko, ja nie pędzę, żyję w trybie slow. Czterdzieści lat na ścianie można jednym słowem. I Nobelek 🤭

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Spacer

  Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

Pociąg

  Nieśpieszny" i podróż to my i zwróć uwagę proszę na współpasażerów, ustąp miejsca, nie, Ty, nie ustępuj, siedź, bo przecież masz mnie obok, opiekujesz się mną, podałeś mi wodę, całe jezioro już napełniłam, nadmiarem soli, każdego wieczoru, dlaczego? Temperatura uczuć może być jednak jak w pociągu, chłodek to dla miłości miodek, czy jakoś tak wryłeś mi w pamięć, mijam twarze, by Twoje spojrzenie odnaleźć, przed chwilą siedziałeś tu obok, przy oknie, uśmiechnęłam się do Ciebie i co kilka chwil myślę sobie, że dobrze podróżować razem. 

Artipelag

Widoki niczym dziesiątki światełek odbijających się w podłogach łazienek Artipelagu. Na tę stronę kształty, jedwabiem od aksamitu skóry oddzielone, miękkość i Ty w dal wpatrzony, jakby nie było teraz. Zaraz wtorek. Bezszelestnie unoszę kurtynę w Twoich oknach, źrenic dotykam swoimi, bliżej już nie można i znowu jesteś wszędzie tam, gdzie Cię nie ma. Przychodzisz najczęściej w deszcz, przemoknięty tulisz do siebie chusteczkę, wycierasz nos, brodę, ręce o ścianę wycierasz i stoisz, jakbyś uczył się przerzucać ciężar serca, na drugą nogę, drogę.