Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2026

Oczy

  Jesteśmy żarliwymi zabójcami rzeczywistości. Przeobrażamy się. Kolejne chimery są coraz bardziej pośredniczące. Wszystko zaczyna się od nowa, jeszcze noc rozpoznać zakazaną i dni płonne, po czym uczynić wszystko, by jedno drugiemu mogło dorównać. Droga urzekającego niepodobieństwa i jednocześnie najwyższy stopień zrozumienia. Bezustanne zmaganie z nienasyceniem. I tylko oczy, tylko one mogą jeszcze powiedzieć. Wiersz jest spełnioną miłością pragnienia, które pozostaje pragnieniem. Rene Char - Wspólna obecność

Jutra

  Doprowadzić mnie do łez tylko Ty potrafisz, najczęściej ze śmiechu. Gdybyś nie potrafił zmilczeć mego gniewu, byłabym Ci nijaka, najpewniej obca. Szal ze mnie powiał we włosów koronie, gdy w białej rękawiczce róże zrywałeś, układałam słowa w wazony, jak kwiaty, niemożebnie i jeszcze więcej w ten wieczór nie patrząc, w Twoją stronę usiadłam mówiąc ze sobą, znalazłeś  zastygłe słowa  wśród przemilczeń i anatem. Wciąż jutra żywym byłeś i gdym spod kołdry oczy wydzierała w dal, szedłeś za mną, odkrywałeś najlepszy spomiędzy świat. Czas, bez miejsca, na długość obydwu warg, wypowiadasz przygodnie moje imię zespolone, lękiem jest dzień, Tobie noc zza trzcinniczek, księżyc pokazuje kąpiący. Lubiliśmy ten śnieg, odkrywał głód istnieniom wzdłuż naszej drogi, zdobił myśli jak koronki.

Jeszcze

  Lipy rozwiane kwiaty, skoszone wonne lipce, czerwce wymalowane deszczem. Gdzie aniele dobywa życia, strumyk przepływa jak ten ukryty, gdzie las za domem ojca, pogorzeli i pełno świerków w koło. W igłach, listowiu i zlepcach, owadach i mrzonkach nocy, kroczy zamykający sierpień złoty. Odda co nikłe, solą nasyci wody. Każdy okruch wiatrem rozpozna, pamięć pod skórą zatrzyma i przemówi nowym. MA32,1971 Fangor Olej na płótnie 142x142cm (kolekcja prywatna)

Szepty i ptaki w przewodach

  Przenoszę siebie poza to, wiem dokąd płynie rzeka. Czasami nie umiem przejść przez wodę, topię kolana w drodze i za chwilę wysycham, telepię się jak trawa obok, podróżując tym wierszem w nieznane ile Ciebie nie wiem, nikt nie policzył sensu, zegarka nie nakręcił, nadgarstki uwolnione, oczami świecą gwiazdy, zdaje się mrugają nie tyle one, co mi powiesz? We mnie jest woda, powraca nadzieja, ręka wystukuje rytm alfabetem, a ja słyszę, chociaż nie słyszę, za to dziękuję nie tylko Tobie, to poezja Ty, nazwiesz proza, życia odmieniec.

Lunatycy

  Oniryczny obraz Jana Vanrieta Interior (2022, olej na płótnie, 70 × 50 cm) Niebiesie odcienie, żonę to w pięćdziesięciu niebiesiach idącą w stronę jeziora wymalował. Próbuję ulepić światło, ale ono zdaje się gasnąć, chociaż powiedziała, że mam je w oczach, rozgwieżdżonych oczach i kolor wcale nie taki, a nieokreślony bo w tych oczach odbija się wszystko, w Twoich ja, chociaż w moich... zobaczysz, nie patrzysz, nie widzisz, nie ma, nie ma już, wszystko zlizałeś, każde słowo, włosy pogładziłeś i okłamałeś, nie ma, nikt nie lubi kłamstw i może to jeszcze inne wyjście to już wejście, może jutro, kiedy zechcesz wraz z dnieniem zajrzeć. Poznałam dziś słowo Szafarz i jego posługę, karmiłam kawą kobietę, łyżka po łyżce, razem się modląc, by coś mówiła, pacierza nie zapomniała nigdy, tak uroczą kobietę, zdrowaś Mario i Aniele boży, tak, Bóg jest zajęty, będziemy się do Aniołków modlić i znowu udało się, przełknęła, by modlitwę przeze mnie zapoczątkowaną, dokończyć. Ty niczego nie koń...

lieb

  Jestem poruszona obrazami Pieśni losu  JanaVanrieta. Proces decyzyjny , Chłopczyk muzykant , czy też najmocniej uderzający nieprawdą gestów cykl Kontrakt . Zauważ ich ręce, on z papierosem pomiędzy palcami, obejmuje kobietę, ale jakby tylko trzymał, ona swą dłoń na serce jego kładzie i w tym ścisku, jakby odpycha. Małżeństwo zakontraktowane. Niepełne. Sprawa rąk w jedenastu obrazach niewyjaśniona. Pamiętaj o poziomkach, niech Pustka lV nie będzie taka porzucona. Pokrzywa zarasta opuszczone domostwa. Siedzę w nieślubnej sukni białej, a tamten krzyczał, że ma rąbek i domagał się zdjęcia całej. Nikomu. Kontrakt VIII Kontrakt X

Kontrakt

  Nie piszę wierszy, piszę miłość. Dwa źdźbła trawy, listki Klonu, Orzech i Dąb, jeszcze dwa kłosy Żyta i dwa Kosy o poranku, dotykamy się dźwiękami, przecież oszaleć można, ale z każdą minutą tęsknię bardziej niż wczoraj i we wtorek też podobnie tęskne oczy mrużyłam zmęczona. Nie widzę nocy, zapominam dnia, zgubione Drozda pióro, błądzi w powietrzu jak ja znikam donikąd. Widziałeś moje buty, które za Tobą maszerują? Najdłuższe dni czerwca pod nimi śpiewają, nucą fortepian, fugę Księżycowej Sonaty, lepiej niż ja, ale my wiemy przecież, że ja nie umiem śpiewać. Fotografia, to obraz Jana Vanrieta, Pieśń losu  Song of destiny Kontrakt VI 2013

Kryptonim: GDA z Beatą

  Od wtorku, z miejsca w miejsce.  Najciekawiej, poza wieczornymi tułaczkami, rozmowami w barach i próbowaniu nastu rodzajów kawy, przeżyłyśmy wspólne spotkanie z Wystawą Świat uczuć i wyobraźni Zofii Rydet.   Świat Zofii, był niezwykle ciekawy, wszystko łączyło się z nami. Każda odnalazła cząstkę siebie. Czekały nas niezwykłe koincydencje. Artystka już pół wieku temu, tworząc cykl fotomontaży wiedziała , że przybędą trzy niezwykłe, też artystki i znajdą wspólne elementy świadczące o tym, że wszystkowiruje w czasie. Dzień wcześniej w pięknym performance w wykonaniu naszej Marii Kolorowej, otrzymałyśmy z Najmilejszą przypinki, wtedy jeszcze żadna z nas nie wiedziała, że się w nie ozdobimy i spotkamy na Wystawie. Biżuteria, pochodzi od Orska Pejzaże, Transformacje, Osobliwości i pełno pourywanych kartek z nazwami segregującymi materiały potrzebne do tworzenia. To tak samo jak u mnie tyle, że w folderach na pulpicie, ale nazwy jednakie i też żółte.

Rozmowa

Moją słabością jest szaleństwo. Nazywam nim wiele, nawet dwa palce owinięte chusteczką i czyszczące nos, to szaleństwo. No bo jak pchać w te małe dziurki, paluchy bez umiaru, przed każdym przywitaniem z Jaśkiem. Szaleństwem jest słyszeć, jak sfilcowana cisza gęstnieje, a bezgłośne klikanie wewnątrz, daje znak, że nie jestem sama. Na każdym parapecie, ramieniu i fotelu, w każdych drzwiach mijana. Postokroć szarpiąca drzwi obrotowe, by je zamknąć od zewnątrz i pozostać. Próbowałam esencjonalnego współistnienia, słów bez mowy komfortu, Ciebie i siebie próbowałam wywlec na manowce i wracałam przed czysty obraz, i muszę powiedzieć to Panu, kurz jak okruchy szczęścia wiruje w promieniu światła i można się tym zachwycić, można otworzyć usta i mgłę wydychać nadając jej różne kształty. Nie jesteśmy po to, by nie być, a może być jest mniejsze od żyć, jakby było kwarkiem przedziwnym, nieuchwytnym w czasie. 

5 minut

  Chciałabym, żebyś tu był, ale Ty nie wiesz, jak za mną trafić. Nie przejmuj się, ja tego też nie wiem. Razem w tej niewiedzy jesteśmy, jak razem we wszystkim innym. I nie przeszkadzają mi poszukiwania Ciebie, siebie, nie napiszę już: bo przecież mieszkasz we mnie. Nie! To niewola te w kimś mieszkanie. Niewola i nie taka ma wola, w sercu jesteś no i w tym miejscu, z którego do mnie mówisz. - Ale to nie to samo, o przepraszam, tego już nie wiedziałam. Nie wiedziałam jak wielu innych rzeczy nie wiem, całujesz mnie w szyję, za każdym razem tak czule. Kto Cię tego nauczył, przecież kiedyś tak nie miałeś i widzisz, taka ze mną jest rozmowa. O wszystkim i o niczym. 

Fragment

  Fragment · Astoria · Edvard Mortensholm · Edvard Mortensholm · Henrik Nilsen Mortensholm · Henrik Nilsen Mortensholm · Edvard Mortensholm · Magnus Olsen Kallar · Magnus Olsen Kallar · Edvard Mortensholm · Magnus Olsen Kallar · Magnus Gulbrandsen

Say It Closely

  Say It Closely (Echoed Version) by Martyna Basta featuring james K & james K Say It Closely (Echoed Version) by Martyna Basta featuring james K & james K

Spacer

  Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

...

 I to już wszystko.

Ściana

 

Kwiatki

Moonlighting

 Moonlighting by Blueneck Moonlighting by Blueneck

SHE

 

Później

  Nie mam o czym napisać? to wcale dobry początek ale nie szkodzi, wącham opary wczorajszego wieczoru, mielę kawę i zapasy na później układam. Bo przecież będzie jakieś później, jeśli nie jest teraz. Stanie się jeszcze wyczekane, Ty wiesz więcej, jakby odwrotną stroną mojej drogi podążasz i niesiesz nieodgadnione dla mnie. Chciałabym być pewna tego wiatru, który nocą światło rozprasza na ścianie, pętli między drzewami i maluje znaki. Próbuję sobie przypomnieć moment, kiedy zrozumiałam, że nic nie dzieje się bez Ciebie. Głaszczesz moje włosy, twarz w rękach układasz, wynosisz śmieci. Te z głowy częściej niż posegregowane spod zlewu. Dziękuję.

Tapes

  Przytomność nieroztopioną, zapieram oddechem, górna część jak most żeber, żeby, żeby łatwiej do Ciebie, mnie po drodze, pomiędzy łączenie. Wsadziłam kilka cząstek jabłka do koperty, może zechcesz obejrzeć. Nilsem częstowałam się wieczorem. Dwa talerze Old Melody, jeden piękniejszy od drugiego. Przechodziła tędy droga Them, choć nie na tej płycie, jako dowód istnienia w okolicach serca. Bo zaraz potem, technologia zabrała wszystko. Nic już nie słucham, lewa strona niezasiedlona dźwiękiem, pośrodku też nic, a z prawej ona też, już nie dobywa. Gdzie podziała się muzyka z tych kart, które ktoś inny otwierał, sprawdzając czy serce wciąż bije. Każdy skurcz liczyłeś, patrząc w zielono-szare oczy.  Najbardziej tęsknię do nieustalonego, dopasowuję siebie: pianino, skrzypce, perkusja, a czasem sieczkę popową jak zupka instant, dla zamydlenia w niedodźwiękach.

Ojcu

  Wartość równoważnej pary pojęć: jasność z niejasnością. Rozeznanie w rzeczywistości, racjonalność z irracjonalnością, świat nieprzedstawiony: Kraków 1975 albo sześć, co wtedy chciałeś mi pokazać tato, czy padał wtedy śnieg, czy może każde moje wspomnienie z Tobą jest zimne jak grudzień, kiedy nie można słońca na sznurku za sobą ciągnąć i cienia oglądać z przodu. Ustawiłeś mnie w centralnym punkcie, naprzeciw wieży i mówiłeś, że każdego dnia o dwunastej słucham właśnie tej trąbki w radio. Tak, mówiłeś radio, bo wtedy słownik nie pozwalał na odmianę słowa, ale Ty odmienić chciałeś tylko mnie, kupując mi jarmarczny pierścionek z zielonym szkiełkiem i literką Z. B nie było, i tak Cię mocno kochałam, za bardzo. Nawet gdy kazałeś mi pić rano przed wyjściem do szkoły (popatrz i to znowu zima) mleko z masłem i miodem i potem las, zaraz za przejazdem kolejowym, którego tory były trasą Twojej pracy. Wiesz, ten wagon pocztowy wyobraziłam sobie na trasie Moskwa - Paryż. Każdemu tak mówiłam, ...

Harmonic Haze

  Hollie Kenniff & Kazuma Okabayashi & Goldmund - Harmonic Haze [Official Audio]