Uskrzydlona w ciepły deszcz czerwcowy, pozwalając twarzy na dotyk powieki mrużyła, by na koniuszkach rzęs donieść do domu kilka wspomnień tego deszczu, który zaraz niebo rozpogodził.
Zrzuciła z siebie: klucze, telefon, buty, zdejmując bluzkę, wyswobodziła piersi.
Przed lustrem nie stanie, za wcześnie na ten oddech. Tam wciąż piętrzą się fałdki pamięci, jeszcze nie czują się wolne. Zrazu przyszło mi na myśl, że tak jest dobrze, najlepiej, piękna się budzę rano z myślą o mojej biblioteczce. Dziś na wpół śnienia i przebudzenia, odczytałam w oczach wiadomość, czeka na mnie stół pasujący, idealnie wymierzony, upragniony.

Komentarze
Prześlij komentarz