Minął maj, nie minęły trzy tygodnie, mija wzruszenia trzeci wtorek właśnie północ, a wszystko próbuje się mijać, ja Ciebie Ty mnie miękko przy ostrzu z kolekcji broni białej najczęściej pomarańczowej rękojeści. Podglądarka tytanowych wypukłości z wszystkimi zębami nóż w trójkątnych szlifach, do gałęzi na nasz wspólny szałas.
Nitki pomostu zaplątane w warkocz i niebo ciepłobłękitne z oczu rankiem odbite, tak zielono miękkie i w szarość gęstą przyśpione, moje.
A gdybym była Tobą, kim bym była? Jeśli się zmieniam, to naturalnie i nie mogę przecież wiedzieć, czy lepiej byłoby bez zmian, czy może lepiej nie wiedzieć kiedy odejdę, nikt mną nie będzie. Dopełnienia sklejają się razem, wypełniając ubytki w lustrach prząśniczki, dzieweczki, niteczki, ochrypłe głosy, śpiewne kosy, manna czółenka z wątkiem, wędrujące w osnowie wieżowce na ustach, w dół oczy, podnieście powieki, niebo jest tutaj. Słucham przez szczeliny między wiatrem odkryte, nie boję się zieleni, myślę o tym, że gorąc zmienia wszystko, pot zmywa kurz ze skóry, włosy wilgotne i usta, serce topnieje.
Komentarze
Prześlij komentarz