Nieodgadnione, jak wierzgające słowa
które poziomki w maleńkich sercach chowają.
I tęsknienie nie wiadomo z której chmury, jak dzieci
jak Tony i Lulu z Gry w klasy,
jednomyślni we wszystkim, czego dotykają razem.
Czuć jak spektualnieją zmysły w dzikość prężyny.
Wargi wypychają ciche szepty,
jękliwe sylaby spomiędzy wielkich liter.
Pod językiem miód, na ustach pszczoły.
W końcu dotarły, krążyły świat i są,
by wolę zapisaną pomieszanymi zmysłami,
odczynić na czułą, nie szukając powłoki.
Wczoraj pestki czereśni z kieszeni dobywał, ja dziś dokładam swoje.
Czy to nie wszystko jedno, jak to nazywam.
A gdybym była Tobą, kim bym była? Jeśli się zmieniam, to naturalnie i nie mogę przecież wiedzieć, czy lepiej byłoby bez zmian, czy może lepiej nie wiedzieć kiedy odejdę, nikt mną nie będzie. Dopełnienia sklejają się razem, wypełniając ubytki w lustrach prząśniczki, dzieweczki, niteczki, ochrypłe głosy, śpiewne kosy, manna czółenka z wątkiem, wędrujące w osnowie wieżowce na ustach, w dół oczy, podnieście powieki, niebo jest tutaj. Słucham przez szczeliny między wiatrem odkryte, nie boję się zieleni, myślę o tym, że gorąc zmienia wszystko, pot zmywa kurz ze skóry, włosy wilgotne i usta, serce topnieje.
Komentarze
Prześlij komentarz