Przejdź do głównej zawartości

Rzeka

 





"Nie wiem kim jesteśmy, ale wcześniej też byłyśmy razem"

- B. Roland - Dzwoneczek i rzeka.





Z notatek pisanych na karteczkach, przyklejanych do książki, mogłabym złożyć zupełnie inną opowieść, zapisując słowa ważne i nieważne w ogóle, kiedy na przestrzeni czasu, próbuję dociec, o czym to, no o czym. Tak też powstał wiersz z wyimków, słów zakreślonych, tak po kolei wyłuskanych i raz bez kolejności. 


Wyimki

Trafiłam celowo, że tu stoję na pagórku i świecę kołatką

Niby czarują się kawałki zmierzone z chaosem

Że szukam z Tobą znów bliźniaczej mowy

Opisem mogłabym zacząć: resztki po sieciach, cieplejsze bramy, o, i siedzę na łóżku zdziwiona, że miałam być zdziwiony. 

Zaczęto szukać nas, pośrodku rozpoczętych sobą.

- Mała, wiesz gdzie jest studnia!

Znam dobrze tę nagość pociemku

Będziemy chronić skrawek portu, który nigdy nie miał miejsca. 



Kilka wyimków na podstawie tomiku wierszy Roland "Abrasz"

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wiatr

  A gdybym była Tobą, kim bym była? Jeśli się zmieniam,  to naturalnie i nie mogę przecież wiedzieć, czy lepiej byłoby bez zmian, czy może lepiej nie wiedzieć kiedy odejdę, nikt mną nie będzie. Dopełnienia sklejają się razem, wypełniając ubytki w lustrach prząśniczki, dzieweczki, niteczki, ochrypłe głosy, śpiewne kosy, manna czółenka z wątkiem, wędrujące w osnowie wieżowce na ustach, w dół oczy, podnieście powieki, niebo jest tutaj. Słucham przez szczeliny między wiatrem odkryte, nie boję się zieleni, myślę o tym, że gorąc zmienia wszystko, pot zmywa kurz ze skóry, włosy wilgotne i usta, serce topnieje.

Później

  Nie mam o czym napisać? to wcale dobry początek ale nie szkodzi, wącham opary wczorajszego wieczoru, mielę kawę i zapasy na później układam. Bo przecież będzie jakieś później, jeśli nie jest teraz. Stanie się jeszcze wyczekane, Ty wiesz więcej, jakby odwrotną stroną mojej drogi podążasz i niesiesz nieodgadnione dla mnie. Chciałabym być pewna tego wiatru, który nocą światło rozprasza na ścianie, pętli między drzewami i maluje znaki. Próbuję sobie przypomnieć moment, kiedy zrozumiałam, że nic nie dzieje się bez Ciebie. Głaszczesz moje włosy, twarz w rękach układasz, wynosisz śmieci. Te z głowy częściej niż posegregowane spod zlewu. Dziękuję.

Rozmowa

Moją słabością jest szaleństwo. Nazywam nim wiele, nawet dwa palce owinięte chusteczką i czyszczące nos, to szaleństwo. No bo jak pchać w te małe dziurki, paluchy bez umiaru, przed każdym przywitaniem z Jaśkiem. Szaleństwem jest słyszeć, jak sfilcowana cisza gęstnieje, a bezgłośne klikanie wewnątrz, daje znak, że nie jestem sama. Na każdym parapecie, ramieniu i fotelu, w każdych drzwiach mijana. Postokroć szarpiąca drzwi obrotowe, by je zamknąć od zewnątrz i pozostać. Próbowałam esencjonalnego współistnienia, słów bez mowy komfortu, Ciebie i siebie próbowałam wywlec na manowce i wracałam przed czysty obraz, i muszę powiedzieć to Panu, kurz jak okruchy szczęścia wiruje w promieniu światła i można się tym zachwycić, można otworzyć usta i mgłę wydychać nadając jej różne kształty. Nie jesteśmy po to, by nie być, a może być jest mniejsze od żyć, jakby było kwarkiem przedziwnym, nieuchwytnym w czasie.