Najważniejsze słowo zwinięte w ukryciu, noszę w kieszonce, zainteresował mnie romans metafizyczny. Nie, no nie wyobrażaj sobie, przewinęłam kilkanaście stron tego tytułu i dostrzegam pewną nieprawidłowość. Autor nie wie czym jest romans, my wiemy. Romansujemy ze wszystkimi szukając w ludziach naszych odbić, Ty mojego, ja Twojego. Postaram się zliczyć, chociaż nadal nie znalazłam Twojego lustra, nigdy nie dotknęłam, a rozbieram oczami z myśli, dopasowuję i czuję, czy i jaki pierwiastek Ciebie ktoś nosi w sobie.
A gdybym była Tobą, kim bym była? Jeśli się zmieniam, to naturalnie i nie mogę przecież wiedzieć, czy lepiej byłoby bez zmian, czy może lepiej nie wiedzieć kiedy odejdę, nikt mną nie będzie. Dopełnienia sklejają się razem, wypełniając ubytki w lustrach prząśniczki, dzieweczki, niteczki, ochrypłe głosy, śpiewne kosy, manna czółenka z wątkiem, wędrujące w osnowie wieżowce na ustach, w dół oczy, podnieście powieki, niebo jest tutaj. Słucham przez szczeliny między wiatrem odkryte, nie boję się zieleni, myślę o tym, że gorąc zmienia wszystko, pot zmywa kurz ze skóry, włosy wilgotne i usta, serce topnieje.

Komentarze
Prześlij komentarz