Lipy rozwiane kwiaty, skoszone wonne lipce, czerwce wymalowane deszczem. Gdzie aniele dobywa życia, strumyk przepływa jak ten ukryty, gdzie las za domem ojca, pogorzeli i pełno świerków w koło. W igłach, listowiu i zlepcach, owadach i mrzonkach nocy, kroczy zamykający sierpień złoty. Odda co nikłe, solą nasyci wody. Każdy okruch wiatrem rozpozna, pamięć pod skórą zatrzyma i przemówi nowym.
MA32,1971 Fangor
Olej na płótnie 142x142cm (kolekcja prywatna)

Ten tekst ma w sobie coś bardzo ulotnego, jak wspomnienie miejsca, którego już może nie ma, ale zostało gdzieś pod skórą. Lubię takie obrazy i opisy, które nie próbują wszystkiego wyjaśnić, tylko zostawiają trochę przestrzeni dla własnych skojarzeń. Czasami jeden zapach, dźwięk lasu czy widok letniego wieczoru potrafi przenieść człowieka kilkadziesiąt lat wstecz. Zastanawiam się, czy każdy z nas ma takie swoje „lipy” — jakiś drobiazg, który nagle uruchamia całą historię? Bo chyba właśnie takie małe rzeczy najmocniej trzymają nas przy wspomnieniach.
OdpowiedzUsuńJa mam swoje Lipy zdublowane nawet, ach co ja opowiadam, toć one po wielokroć powracają w moich wspomnieniach.
OdpowiedzUsuń