Przenoszę siebie poza to, wiem dokąd płynie rzeka. Czasami nie umiem przejść przez wodę, topię kolana w drodze i za chwilę wysycham, telepię się jak trawa obok, podróżując tym wierszem w nieznane ile Ciebie nie wiem, nikt nie policzył sensu, zegarka nie nakręcił, nadgarstki uwolnione, oczami świecą gwiazdy, zdaje się mrugają nie tyle one, co mi powiesz? We mnie jest woda, powraca nadzieja, ręka wystukuje rytm alfabetem, a ja słyszę, chociaż nie słyszę, za to dziękuję nie tylko Tobie, to poezja Ty, nazwiesz proza, życia odmieniec.
A gdybym była Tobą, kim bym była? Jeśli się zmieniam, to naturalnie i nie mogę przecież wiedzieć, czy lepiej byłoby bez zmian, czy może lepiej nie wiedzieć kiedy odejdę, nikt mną nie będzie. Dopełnienia sklejają się razem, wypełniając ubytki w lustrach prząśniczki, dzieweczki, niteczki, ochrypłe głosy, śpiewne kosy, manna czółenka z wątkiem, wędrujące w osnowie wieżowce na ustach, w dół oczy, podnieście powieki, niebo jest tutaj. Słucham przez szczeliny między wiatrem odkryte, nie boję się zieleni, myślę o tym, że gorąc zmienia wszystko, pot zmywa kurz ze skóry, włosy wilgotne i usta, serce topnieje.

Komentarze
Prześlij komentarz