Przejdź do głównej zawartości

Później

 

Nie mam o czym napisać? to wcale dobry początek ale nie szkodzi, wącham opary wczorajszego wieczoru, mielę kawę i zapasy na później układam. Bo przecież będzie jakieś później, jeśli nie jest teraz. Stanie się jeszcze wyczekane, Ty wiesz więcej, jakby odwrotną stroną mojej drogi podążasz i niesiesz nieodgadnione dla mnie. Chciałabym być pewna tego wiatru, który nocą światło rozprasza na ścianie, pętli między drzewami i maluje znaki. Próbuję sobie przypomnieć moment, kiedy zrozumiałam, że nic nie dzieje się bez Ciebie. Głaszczesz moje włosy, twarz w rękach układasz, wynosisz śmieci. Te z głowy częściej niż posegregowane spod zlewu. Dziękuję.

Komentarze

  1. To ma w sobie coś bardzo codziennego, a jednocześnie trochę nieuchwytnego. Najbardziej podoba mi się ten fragment o śmieciach z głowy — niby prosty obrazek, a chyba właśnie takie drobiazgi najlepiej pokazują bliskość między ludźmi. Zastanawiam się tylko, czy ta pewność, że „nic nie dzieje się bez Ciebie”, zawsze daje spokój, czy czasem też odbiera nam trochę miejsca na własne błądzenie i szukanie drogi. Może właśnie w tej niepewności jest najwięcej życia?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, staram się by ten mały niepokój w życiu, miał właśnie tę nieuchwytną codzienność. By jakieś emocje były. Chociaż "jakieś" to jak żadne. Ale są bez niepokoju. Jest przestrzeń na inne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem te śmieci z głowy trudno wyrzucić, więc fajnie, że jest ktoś kto umie to ogarnąć i wynieść :) Zaczytałam się z przyjemnością :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję serdecznie za obecność i zaczytanie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiatr

  A gdybym była Tobą, kim bym była? Jeśli się zmieniam,  to naturalnie i nie mogę przecież wiedzieć, czy lepiej byłoby bez zmian, czy może lepiej nie wiedzieć kiedy odejdę, nikt mną nie będzie. Dopełnienia sklejają się razem, wypełniając ubytki w lustrach prząśniczki, dzieweczki, niteczki, ochrypłe głosy, śpiewne kosy, manna czółenka z wątkiem, wędrujące w osnowie wieżowce na ustach, w dół oczy, podnieście powieki, niebo jest tutaj. Słucham przez szczeliny między wiatrem odkryte, nie boję się zieleni, myślę o tym, że gorąc zmienia wszystko, pot zmywa kurz ze skóry, włosy wilgotne i usta, serce topnieje.

Rozmowa

Moją słabością jest szaleństwo. Nazywam nim wiele, nawet dwa palce owinięte chusteczką i czyszczące nos, to szaleństwo. No bo jak pchać w te małe dziurki, paluchy bez umiaru, przed każdym przywitaniem z Jaśkiem. Szaleństwem jest słyszeć, jak sfilcowana cisza gęstnieje, a bezgłośne klikanie wewnątrz, daje znak, że nie jestem sama. Na każdym parapecie, ramieniu i fotelu, w każdych drzwiach mijana. Postokroć szarpiąca drzwi obrotowe, by je zamknąć od zewnątrz i pozostać. Próbowałam esencjonalnego współistnienia, słów bez mowy komfortu, Ciebie i siebie próbowałam wywlec na manowce i wracałam przed czysty obraz, i muszę powiedzieć to Panu, kurz jak okruchy szczęścia wiruje w promieniu światła i można się tym zachwycić, można otworzyć usta i mgłę wydychać nadając jej różne kształty. Nie jesteśmy po to, by nie być, a może być jest mniejsze od żyć, jakby było kwarkiem przedziwnym, nieuchwytnym w czasie.