Nim będziemy ręce o ziemię wycierać, szukać grudek i kamienie w kieszenie, jak jagody w lesie zbierać, nim to wszystko nas zaskoczy, zarysuje na asfalcie ślady, po których pies odnajdzie drogę, dobrze myśleć, że spragniony rój pszczół dzikich, przywędrował na tyły przeszklonej stołówki, by odpocząć przy mnie. Miałam Ci Ja Sasanki posadzić, by pierwsze zaraz po Śniżyczkach witały wiosnę i pożywienie dały spragnionym. Miałam papierówek narwać tego lata i wędrując alejkami w koszyku jak pragnienia układać, miałam Ci ja księżyc na sznurku przyprowadzić, słońce uwolnić ze smyczy, w gęstwinach Kaliny poszukać gąsiennic, położyć się pod drzewem i patrzeć, jak włochate stworki przeobrażają się w Królowe. Tymczasem poprawiłam koronę uplecioną ze wspomnień i idę we wrzesień.