Przejdź do głównej zawartości

Wędrówki


Nim będziemy ręce o ziemię wycierać, szukać grudek i kamienie w kieszenie, jak jagody w lesie zbierać, nim to wszystko nas zaskoczy, zarysuje na asfalcie  ślady, po których pies odnajdzie drogę, dobrze myśleć, że spragniony rój pszczół dzikich, przywędrował na tyły przeszklonej stołówki, by odpocząć przy mnie. Miałam Ci Ja Sasanki posadzić, by pierwsze zaraz po Śniżyczkach witały wiosnę i pożywienie dały spragnionym. Miałam papierówek narwać tego lata i wędrując alejkami w koszyku jak pragnienia układać, miałam Ci ja księżyc na sznurku przyprowadzić, słońce uwolnić ze smyczy, w gęstwinach Kaliny poszukać gąsiennic, położyć się pod drzewem i patrzeć, jak włochate stworki przeobrażają się w Królowe. Tymczasem poprawiłam koronę uplecioną ze wspomnień i idę we wrzesień.

Komentarze

  1. Najbardziej podoba mi się w takich wędrówkach to, że nie zawsze trzeba mieć konkretny cel. Czasem właśnie droga, przypadkowe miejsce czy widok, na który normalnie nie zwrócilibyśmy uwagi, zostają w pamięci bardziej niż zaplanowana atrakcja. Mam wrażenie, że człowiek idąc bez pośpiechu zaczyna też zauważać rzeczy, które na co dzień zwyczajnie mu umykają.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo. Przeważnie umykają, uważność wskazana.

    OdpowiedzUsuń
  3. raz raz, raz dwa raz - próba komentarza.
    jest nadzieja. uwielbiam zbierać kamienie, a brudne ręce mi nie przeszkadzają. i chodzenie we wrzesień też mi służy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Spacer

  Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

Pociąg

  Nieśpieszny" i podróż to my i zwróć uwagę proszę na współpasażerów, ustąp miejsca, nie, Ty, nie ustępuj, siedź, bo przecież masz mnie obok, opiekujesz się mną, podałeś mi wodę, całe jezioro już napełniłam, nadmiarem soli, każdego wieczoru, dlaczego? Temperatura uczuć może być jednak jak w pociągu, chłodek to dla miłości miodek, czy jakoś tak wryłeś mi w pamięć, mijam twarze, by Twoje spojrzenie odnaleźć, przed chwilą siedziałeś tu obok, przy oknie, uśmiechnęłam się do Ciebie i co kilka chwil myślę sobie, że dobrze podróżować razem. 

Artipelag

Widoki niczym dziesiątki światełek odbijających się w podłogach łazienek Artipelagu. Na tę stronę kształty, jedwabiem od aksamitu skóry oddzielone, miękkość i Ty w dal wpatrzony, jakby nie było teraz. Zaraz wtorek. Bezszelestnie unoszę kurtynę w Twoich oknach, źrenic dotykam swoimi, bliżej już nie można i znowu jesteś wszędzie tam, gdzie Cię nie ma. Przychodzisz najczęściej w deszcz, przemoknięty tulisz do siebie chusteczkę, wycierasz nos, brodę, ręce o ścianę wycierasz i stoisz, jakbyś uczył się przerzucać ciężar serca, na drugą nogę, drogę.