Przejdź do głównej zawartości

Królimiś


Najsampierw przeskakiwałam między słowami, jakby tam więcej pozostało. Złamałam ucho igielne, kiedy nawlekłam nową nić, od razu do krwi wcisnęło się w palec. Poukładalność swoją dziś drogą A4 mierzę. Mała smutka przyprowadziła mi Twoje imię. Królowa, goniec i świetlik z rękawa i że cztery razy cztery, to nie zawsze szesnaście, numer boczny zaczyna się na sześć, funkcjonować będzie nowa wycieraczka iluzji, zanim próg przekroczysz. Zastanawiam się czy opisać Ci podróż i to że smakowałam pełni w galerii. Pewnie wszystko już wiesz, ten krok przed. Dziękuję Ci za wczoraj, jesienny, a jak lipcowy wieczór. 

Komentarze

  1. Czasem ktoś potrafi sprawić, że jesienny wieczór jest jak lato w pełni :)
    Ładne pisanie!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Spacer

  Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

Pociąg

  Nieśpieszny" i podróż to my i zwróć uwagę proszę na współpasażerów, ustąp miejsca, nie, Ty, nie ustępuj, siedź, bo przecież masz mnie obok, opiekujesz się mną, podałeś mi wodę, całe jezioro już napełniłam, nadmiarem soli, każdego wieczoru, dlaczego? Temperatura uczuć może być jednak jak w pociągu, chłodek to dla miłości miodek, czy jakoś tak wryłeś mi w pamięć, mijam twarze, by Twoje spojrzenie odnaleźć, przed chwilą siedziałeś tu obok, przy oknie, uśmiechnęłam się do Ciebie i co kilka chwil myślę sobie, że dobrze podróżować razem. 

Artipelag

Widoki niczym dziesiątki światełek odbijających się w podłogach łazienek Artipelagu. Na tę stronę kształty, jedwabiem od aksamitu skóry oddzielone, miękkość i Ty w dal wpatrzony, jakby nie było teraz. Zaraz wtorek. Bezszelestnie unoszę kurtynę w Twoich oknach, źrenic dotykam swoimi, bliżej już nie można i znowu jesteś wszędzie tam, gdzie Cię nie ma. Przychodzisz najczęściej w deszcz, przemoknięty tulisz do siebie chusteczkę, wycierasz nos, brodę, ręce o ścianę wycierasz i stoisz, jakbyś uczył się przerzucać ciężar serca, na drugą nogę, drogę.