Śnieżno białą koszulę nocną, pomalowałam rano kawą, przeciskając sny w rzeczywistość, nie wiedząc, że pojedyńcze plamki, to miejsca, pomiędzy wydarza się życie. Wrona czaiła się udając kota w wysokiej trawie, uśmiechałam się do środka. Listom bez odpowiedzi, które zostawiam, nie wysłane we mnie mieszkają, nadam kod pocztowy licząc słowa, może trafisz, gdzieś na Podlasiu, w piwnicy matka krzyczy, dlaczego teraz ta retrospektywa. Matka nie była moja, krzyki nieobce, Ciebie nie było. znalazłeś mnie teraz, miraż czterdziestu lat, zapisany na ścianie długopisem, niedokończony jak historia skradającego się ptaka. I motyl do mnie radośnie podleciał i opowiedział mi o dwóch ptakach, które szybują pod niebem, bezchmurnym dzisiaj. Ulistnione nerwy, unerwione liście, z tej Brzozy, gdzie od środka jesień przyszła, zażółciły trawnik swym złotem, kolor jakże ciężki do uchwycenia, jak Twoje myśli z poczekalni z dopiskiem rąk gestykulujących. Czegoś się boję, pisałam kiedyś o Sępach, nie a propos tej fotografii, co świat obiegła i zdobyła główną nagrodę, ale trochę o tym czekaniu, jak fotograf na odpowiedni moment, by to co traci z oczu i daje, było jeszcze etyczne. Nie było i te kradzieże też nie.

czterdzieści lat zapisać na ścianie, to wyczyn godny Nobla. trudno nadążyć za tym, co w Tobie.
OdpowiedzUsuńOko, ja nie pędzę, żyję w trybie slow. Czterdzieści lat na ścianie można jednym słowem. I Nobelek 🤭
OdpowiedzUsuńwidać ja żyję jeszcze wolniej ;)
Usuń