Przejdź do głównej zawartości

Uroszczenia

 


Nocą pojawiają się uroszczenia, które nie zdążyły zasnąć, na samiutkim końcu drogi dyluwialnej, biegnę ja przepasana trzosem z laską cyprysową w dłoni. Przedłuża się chłodna kropla na moim czole, która zbacza z wędrujących myśli, sprzyja ożywionym rysom, wyoranym  w odpowiedzi, białe milczy wapno ścian w całości dla wzroku innych, szamocze się w szkarłacie i purpurą dostyga w progach dnia, ulega przemianie, od lat śpiewana z ust kochanków, Pieśń. U źródeł zarania, pył z wody, światło z sufitu. 

Komentarze

  1. To jest taki tekst, który bardziej się czuje niż rozumie dosłownie. Ma w sobie coś z nocnego snu albo fragmentu starego obrazu — dużo symboli, kolorów i dziwnych skojarzeń, które zostają gdzieś z tyłu głowy. Lubię, kiedy poezja nie podaje wszystkiego na tacy, choć czasem zastanawiam się, gdzie jest granica między tajemnicą a chaosem. Czytając takie rzeczy, każdy chyba dopisuje własną historię, bo inaczej odbieramy te same obrazy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko jest niewprost pisać, tworzyć słowa dla języka, ale właśnie to, że poczułeś, raduje mnie bardziej niż zrozumienie słów. Dziękuję.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiatr

  A gdybym była Tobą, kim bym była? Jeśli się zmieniam,  to naturalnie i nie mogę przecież wiedzieć, czy lepiej byłoby bez zmian, czy może lepiej nie wiedzieć kiedy odejdę, nikt mną nie będzie. Dopełnienia sklejają się razem, wypełniając ubytki w lustrach prząśniczki, dzieweczki, niteczki, ochrypłe głosy, śpiewne kosy, manna czółenka z wątkiem, wędrujące w osnowie wieżowce na ustach, w dół oczy, podnieście powieki, niebo jest tutaj. Słucham przez szczeliny między wiatrem odkryte, nie boję się zieleni, myślę o tym, że gorąc zmienia wszystko, pot zmywa kurz ze skóry, włosy wilgotne i usta, serce topnieje.

Później

  Nie mam o czym napisać? to wcale dobry początek ale nie szkodzi, wącham opary wczorajszego wieczoru, mielę kawę i zapasy na później układam. Bo przecież będzie jakieś później, jeśli nie jest teraz. Stanie się jeszcze wyczekane, Ty wiesz więcej, jakby odwrotną stroną mojej drogi podążasz i niesiesz nieodgadnione dla mnie. Chciałabym być pewna tego wiatru, który nocą światło rozprasza na ścianie, pętli między drzewami i maluje znaki. Próbuję sobie przypomnieć moment, kiedy zrozumiałam, że nic nie dzieje się bez Ciebie. Głaszczesz moje włosy, twarz w rękach układasz, wynosisz śmieci. Te z głowy częściej niż posegregowane spod zlewu. Dziękuję.

Rozmowa

Moją słabością jest szaleństwo. Nazywam nim wiele, nawet dwa palce owinięte chusteczką i czyszczące nos, to szaleństwo. No bo jak pchać w te małe dziurki, paluchy bez umiaru, przed każdym przywitaniem z Jaśkiem. Szaleństwem jest słyszeć, jak sfilcowana cisza gęstnieje, a bezgłośne klikanie wewnątrz, daje znak, że nie jestem sama. Na każdym parapecie, ramieniu i fotelu, w każdych drzwiach mijana. Postokroć szarpiąca drzwi obrotowe, by je zamknąć od zewnątrz i pozostać. Próbowałam esencjonalnego współistnienia, słów bez mowy komfortu, Ciebie i siebie próbowałam wywlec na manowce i wracałam przed czysty obraz, i muszę powiedzieć to Panu, kurz jak okruchy szczęścia wiruje w promieniu światła i można się tym zachwycić, można otworzyć usta i mgłę wydychać nadając jej różne kształty. Nie jesteśmy po to, by nie być, a może być jest mniejsze od żyć, jakby było kwarkiem przedziwnym, nieuchwytnym w czasie.