Josif Brodski
[...] z biegiem lat wraca mi słuch, co poprzednio znikał pośród milczenia.
Nie ważne kto, kim jest i był, że żywy dobywa na światło, błyszczące jej oczy, ziemi, rękami wody obmyły rany, zaklęte w ptakach słowa, dały muzykę, Pieśń nad pieśniami od bogów, rozwiane wśród skrzydeł, którymi wznosisz się co rano z obłoków snów pamiętanych, niedostępnych nikomu. Kim jesteś, zapytało życie, kim jesteś światłości, która złoci połoniny, wody srebrzy i listowiem poruszy, w burzy schroni, blaskiem niebo otworzy, do snu utuli, łzy wyzbiera z policzków i otworzy oczy.

Brodski potrafił chyba uchwycić ten moment, kiedy po latach zaczynamy inaczej słyszeć świat — mniej przez hałas codzienności, a bardziej przez własne doświadczenia. Podoba mi się myśl, że czasem nie odzyskujemy czegoś nowego, tylko na nowo odkrywamy to, co było obok nas cały czas.
OdpowiedzUsuń[...] tuż przy szczytach strzelistych w nowym zmierzchu na oka mgnienie, znowu ujrzysz, na nowo ujrzysz wygasające
OdpowiedzUsuńOczywiście, też Brodski
OdpowiedzUsuńCzasem długo zadajemy sobie pytania, całe życie szukamy siebie i tego, co często jest obok, nawet tego nie dostrzegając. Oczy patrzą ale nie zawsze widzą.
OdpowiedzUsuń