Przejdź do głównej zawartości

Fraktale


Każda Twoja litera odradza się w pragnienie zmylenia losu z pomocą nadziei nie słuchaj tej złości, ale pamiętaj, że była moją niezgodą na te niemożebne które rozrywa od środka, kiedy słowa chcą się wydostać, gdzie pochyliło się serce. 

Nauczyłam się wszystkich dni Twojej twarzy, nie znajduję upodobania w utracie. Krawędzie burzy rozjaśniają chwilami Ciebie, pochylonego w ufność. Scałowałeś mgłę z mych oczu,  skrzącą, marną i raptowną, wyczekując powrotu żaru milczenia,  słuchasz jak mijają godziny w bezmiernej luce, przez wszystko porzucone, w niej słowa, które nie chciały zginąć. 

Komentarze

  1. Ten fragment ma w sobie coś bardzo ulotnego, jakby był zapisem rozmowy, której nigdy nie udało się do końca wypowiedzieć. Podoba mi się to napięcie między pragnieniem bliskości a poczuciem straty — niby jest nadzieja, ale cały czas czuć cień czegoś, co już minęło. Mam wrażenie, że każdy może odczytać go trochę inaczej: jako wiersz o miłości, żalu albo nawet o pogodzeniu się z własnymi emocjami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za obecność. Nie ma tu żalu, jest sposobność w pojednaniu myśli.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiatr

  A gdybym była Tobą, kim bym była? Jeśli się zmieniam,  to naturalnie i nie mogę przecież wiedzieć, czy lepiej byłoby bez zmian, czy może lepiej nie wiedzieć kiedy odejdę, nikt mną nie będzie. Dopełnienia sklejają się razem, wypełniając ubytki w lustrach prząśniczki, dzieweczki, niteczki, ochrypłe głosy, śpiewne kosy, manna czółenka z wątkiem, wędrujące w osnowie wieżowce na ustach, w dół oczy, podnieście powieki, niebo jest tutaj. Słucham przez szczeliny między wiatrem odkryte, nie boję się zieleni, myślę o tym, że gorąc zmienia wszystko, pot zmywa kurz ze skóry, włosy wilgotne i usta, serce topnieje.

Później

  Nie mam o czym napisać? to wcale dobry początek ale nie szkodzi, wącham opary wczorajszego wieczoru, mielę kawę i zapasy na później układam. Bo przecież będzie jakieś później, jeśli nie jest teraz. Stanie się jeszcze wyczekane, Ty wiesz więcej, jakby odwrotną stroną mojej drogi podążasz i niesiesz nieodgadnione dla mnie. Chciałabym być pewna tego wiatru, który nocą światło rozprasza na ścianie, pętli między drzewami i maluje znaki. Próbuję sobie przypomnieć moment, kiedy zrozumiałam, że nic nie dzieje się bez Ciebie. Głaszczesz moje włosy, twarz w rękach układasz, wynosisz śmieci. Te z głowy częściej niż posegregowane spod zlewu. Dziękuję.

Rozmowa

Moją słabością jest szaleństwo. Nazywam nim wiele, nawet dwa palce owinięte chusteczką i czyszczące nos, to szaleństwo. No bo jak pchać w te małe dziurki, paluchy bez umiaru, przed każdym przywitaniem z Jaśkiem. Szaleństwem jest słyszeć, jak sfilcowana cisza gęstnieje, a bezgłośne klikanie wewnątrz, daje znak, że nie jestem sama. Na każdym parapecie, ramieniu i fotelu, w każdych drzwiach mijana. Postokroć szarpiąca drzwi obrotowe, by je zamknąć od zewnątrz i pozostać. Próbowałam esencjonalnego współistnienia, słów bez mowy komfortu, Ciebie i siebie próbowałam wywlec na manowce i wracałam przed czysty obraz, i muszę powiedzieć to Panu, kurz jak okruchy szczęścia wiruje w promieniu światła i można się tym zachwycić, można otworzyć usta i mgłę wydychać nadając jej różne kształty. Nie jesteśmy po to, by nie być, a może być jest mniejsze od żyć, jakby było kwarkiem przedziwnym, nieuchwytnym w czasie.