Każda Twoja litera odradza się w pragnienie zmylenia losu z pomocą nadziei nie słuchaj tej złości, ale pamiętaj, że była moją niezgodą na te niemożebne które rozrywa od środka, kiedy słowa chcą się wydostać, gdzie pochyliło się serce.
Nauczyłam się wszystkich dni Twojej twarzy, nie znajduję upodobania w utracie. Krawędzie burzy rozjaśniają chwilami Ciebie, pochylonego w ufność. Scałowałeś mgłę z mych oczu, skrzącą, marną i raptowną, wyczekując powrotu żaru milczenia, słuchasz jak mijają godziny w bezmiernej luce, przez wszystko porzucone, w niej słowa, które nie chciały zginąć.

Ten fragment ma w sobie coś bardzo ulotnego, jakby był zapisem rozmowy, której nigdy nie udało się do końca wypowiedzieć. Podoba mi się to napięcie między pragnieniem bliskości a poczuciem straty — niby jest nadzieja, ale cały czas czuć cień czegoś, co już minęło. Mam wrażenie, że każdy może odczytać go trochę inaczej: jako wiersz o miłości, żalu albo nawet o pogodzeniu się z własnymi emocjami.
OdpowiedzUsuńDziękuję za obecność. Nie ma tu żalu, jest sposobność w pojednaniu myśli.
OdpowiedzUsuń