Przejdź do głównej zawartości

Jeszcze

 

Lipy rozwiane kwiaty, skoszone wonne lipce, czerwce wymalowane deszczem. Gdzie aniele dobywa życia, strumyk przepływa jak ten ukryty, gdzie las za domem ojca, pogorzeli i pełno świerków w koło. W igłach, listowiu i zlepcach, owadach i mrzonkach nocy, kroczy zamykający sierpień złoty. Odda co nikłe, solą nasyci wody. Każdy okruch wiatrem rozpozna, pamięć pod skórą zatrzyma i przemówi nowym.



MA32,1971 Fangor

Olej na płótnie 142x142cm (kolekcja prywatna)


Komentarze

  1. Ten tekst ma w sobie coś bardzo ulotnego, jak wspomnienie miejsca, którego już może nie ma, ale zostało gdzieś pod skórą. Lubię takie obrazy i opisy, które nie próbują wszystkiego wyjaśnić, tylko zostawiają trochę przestrzeni dla własnych skojarzeń. Czasami jeden zapach, dźwięk lasu czy widok letniego wieczoru potrafi przenieść człowieka kilkadziesiąt lat wstecz. Zastanawiam się, czy każdy z nas ma takie swoje „lipy” — jakiś drobiazg, który nagle uruchamia całą historię? Bo chyba właśnie takie małe rzeczy najmocniej trzymają nas przy wspomnieniach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam swoje Lipy zdublowane nawet, ach co ja opowiadam, toć one po wielokroć powracają w moich wspomnieniach.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiatr

  A gdybym była Tobą, kim bym była? Jeśli się zmieniam,  to naturalnie i nie mogę przecież wiedzieć, czy lepiej byłoby bez zmian, czy może lepiej nie wiedzieć kiedy odejdę, nikt mną nie będzie. Dopełnienia sklejają się razem, wypełniając ubytki w lustrach prząśniczki, dzieweczki, niteczki, ochrypłe głosy, śpiewne kosy, manna czółenka z wątkiem, wędrujące w osnowie wieżowce na ustach, w dół oczy, podnieście powieki, niebo jest tutaj. Słucham przez szczeliny między wiatrem odkryte, nie boję się zieleni, myślę o tym, że gorąc zmienia wszystko, pot zmywa kurz ze skóry, włosy wilgotne i usta, serce topnieje.

Później

  Nie mam o czym napisać? to wcale dobry początek ale nie szkodzi, wącham opary wczorajszego wieczoru, mielę kawę i zapasy na później układam. Bo przecież będzie jakieś później, jeśli nie jest teraz. Stanie się jeszcze wyczekane, Ty wiesz więcej, jakby odwrotną stroną mojej drogi podążasz i niesiesz nieodgadnione dla mnie. Chciałabym być pewna tego wiatru, który nocą światło rozprasza na ścianie, pętli między drzewami i maluje znaki. Próbuję sobie przypomnieć moment, kiedy zrozumiałam, że nic nie dzieje się bez Ciebie. Głaszczesz moje włosy, twarz w rękach układasz, wynosisz śmieci. Te z głowy częściej niż posegregowane spod zlewu. Dziękuję.

Hope

  Sierpniem w obłokach wysyłam słowa, znikają w sobie kontury krzeseł i ramion, zlewają się blaskiem podłogi i stoły, gdzie pulsują głosy, wystrzelone jak z procy, otulają pierzyną tęsknoty W pamięci swojej, własnym ciałem zaszyłam rozłąkę, już dosyć, trzeba wstać, trzeba iść, rozpuścić w wodach śpiew Syreni, deszcz gdy jest wielki, na parapecie pląsa, szyby maluje najpierwszy. Jasność wziera i znikąd:  *"– Choć głos ci się zgrubił, już z dawien dawna od surowej mowy" Nadzieja się rodzi.  Gdy szepty staną naprzeciw siebie, niekończąca się tkanina  zasłony zedrze, z każdą minutą  "tak" i "nie" pojednania szukają, podejmując drogę nocy żaru, zieleni drzew i nieba i niczego nie chcą zasłonić cieniem niewysłowionego, z ruin przeszłości przechodzą w łąki kwietne, by pragnienie zaspokoić. Pachniało mi dziś Tobą. *Brodski w przekładzie Wirpsza