Ktoś tu był i był i grzebał, rozdrapując po piętnaście razy każde ziarenko. A teraz nie ma nikogo, w multikinie odwołali seans, jak dobrze, że książkę ze sobą zabrałam. A Ty mój drogi, nie przesadzaj wkrótce zasypię cię nieoczywistościami, taki osuszacz, powietrza i nadmiaru w braku. Boję się dać siebie innym, przeczytałam i zastanawiam się, czy gdybym miała kiedyś wybór, czy podobnie bym myślała, ale nie miałam. Siedzę przed Operą. Dziękuję za ptaki.
Ktoś tu był i był i grzebał, rozdrapując po piętnaście razy każde ziarenko. A teraz nie ma nikogo, w multikinie odwołali seans, jak dobrze, że książkę ze sobą zabrałam. A Ty mój drogi, nie przesadzaj wkrótce zasypię cię nieoczywistościami, taki osuszacz, powietrza i nadmiaru w braku. Boję się dać siebie innym, przeczytałam i zastanawiam się, czy gdybym miała kiedyś wybór, czy podobnie bym myślała, ale nie miałam. Siedzę przed Operą. Dziękuję za ptaki.

Zatrzymało mnie to zdanie o strachu przed daniem siebie innym. Jest w nim coś bardzo prawdziwego, zwłaszcza kiedy zaraz potem pojawia się myśl o tym, że nie zawsze mieliśmy możliwość wyboru. A końcówka z siedzeniem przed Operą i podziękowaniem za ptaki działa na mnie jak nagłe wyciszenie po całym tym wewnętrznym chaosie. Lubię takie teksty, które nie tłumaczą wszystkiego do końca.
OdpowiedzUsuńMogłabym każdego dnia za ptaki dziękować, ale wtedy, pod Operą, słońce chyliło się ku zachodowi i ptaki nie ustawały rozśpiewane. Dziękuję.
OdpowiedzUsuń