Przejdź do głównej zawartości

Mło(dy)kos, lub pani ko-sowa

 

Noszę w sobie ślady dwóch siebie, pozostałości fragmentów istot, które spotkałam w podróży, to co we mnie włożyłeś, niepamięć wszystkich namnaża się fraktalnie. O tobie nie jest stateczna, jesteśmy odbici w nieskończoności iluzji o nas samych. Poszukiwanie ścieżki ku tobie, utworzyło labirynt w moim umyśle, skąd nie potrafię cię odesłać rzeczywistości. Nie w nas, czas zaciera ślady. Przytula mnie myśl o tobie, gorąco całuje czasem ratuje mnie dym w ustach, odrasta twarz, której oczom mogę wierzyć, iż nie pochowają mnie za życia w sobie. Nizam dojrzałą jarzębinę na nić niewidzialną, twoimi dłońmi, które zwykły zasłaniać wrażliwość teraźniejszego "ja" i to co pozostało po nim, ma krótkie sukienki bez rękawów i kołnierzy. Noszę w sobie dzikie konie, galopując serce rozrywają w domach, ich drżące nozdrza wydmuchują parę z której rośnie deszcz. Staję na tylnych nogach przed falami i dostrzegam wzrok smutny, który pływa pomiędzy rozrzuconymi kwiatami u moich stóp, otwartych na świat jak piersi mamek karmiących nowe życie, cudowne jabłka. U moich stóp zapach ziemi drażni pożądanie, nienasycenie słodyczą miękkiego jedwabiu. Palce czują skórę igrającą z ciemnością twojej kapryśnej zasłony. Wycieram zaparowane lustro i ozdabiam je klejnotami oczu i słów twoich.  Jesienny wiatr wkrótce wyrwie drzewa, porozrzuca po domach korzenie i ulice miasta rozjaśni włosem zimy, z oddechu wydobędzie barwy lata i zostawi dla nas pod oknami.

Komentarze

  1. Piękne, zaczynałam się ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej zatrzymał mnie tutaj sposób, w jaki zwykłe obrazy zaczynają po chwili znaczyć coś zupełnie innego. Jest trochę codzienności, trochę niepokoju i sporo niedopowiedzeń, przez co nie da się tego tekstu przeczytać tylko „wprost”. Szczególnie podoba mi się, że nie próbujesz na siłę dopowiadać czytelnikowi, co ma poczuć albo zrozumieć. Niektóre obrazy po prostu zostają w głowie i chyba właśnie o to tutaj chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, niedopowiedzenia mogą być niepokojem, to i tak lepiej, niż codziennością. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. pan kos jest "bardziej" czarny od kosiczki. i ma pomarańczowy dziób. gdyby Twój tekst podzielić na wersy, powstałby uderzający wiersz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oko, pana kosa znam, ale tu zdjęcie zrobiłam i zapytałam "pomocnika" a on mi właśnie, że młody kos, albo kosiczka. Dziękuję, dobrze, że tekst nie podzielony, nie wiadomo w co lub kogo by uderzył 😉

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Spacer

  Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

Pociąg

  Nieśpieszny" i podróż to my i zwróć uwagę proszę na współpasażerów, ustąp miejsca, nie, Ty, nie ustępuj, siedź, bo przecież masz mnie obok, opiekujesz się mną, podałeś mi wodę, całe jezioro już napełniłam, nadmiarem soli, każdego wieczoru, dlaczego? Temperatura uczuć może być jednak jak w pociągu, chłodek to dla miłości miodek, czy jakoś tak wryłeś mi w pamięć, mijam twarze, by Twoje spojrzenie odnaleźć, przed chwilą siedziałeś tu obok, przy oknie, uśmiechnęłam się do Ciebie i co kilka chwil myślę sobie, że dobrze podróżować razem. 

Artipelag

Widoki niczym dziesiątki światełek odbijających się w podłogach łazienek Artipelagu. Na tę stronę kształty, jedwabiem od aksamitu skóry oddzielone, miękkość i Ty w dal wpatrzony, jakby nie było teraz. Zaraz wtorek. Bezszelestnie unoszę kurtynę w Twoich oknach, źrenic dotykam swoimi, bliżej już nie można i znowu jesteś wszędzie tam, gdzie Cię nie ma. Przychodzisz najczęściej w deszcz, przemoknięty tulisz do siebie chusteczkę, wycierasz nos, brodę, ręce o ścianę wycierasz i stoisz, jakbyś uczył się przerzucać ciężar serca, na drugą nogę, drogę.