Noszę w sobie ślady dwóch siebie, pozostałości fragmentów istot, które spotkałam w podróży, to co we mnie włożyłeś, niepamięć wszystkich namnaża się fraktalnie. O tobie nie jest stateczna, jesteśmy odbici w nieskończoności iluzji o nas samych. Poszukiwanie ścieżki ku tobie, utworzyło labirynt w moim umyśle, skąd nie potrafię cię odesłać rzeczywistości. Nie w nas, czas zaciera ślady. Przytula mnie myśl o tobie, gorąco całuje czasem ratuje mnie dym w ustach, odrasta twarz, której oczom mogę wierzyć, iż nie pochowają mnie za życia w sobie. Nizam dojrzałą jarzębinę na nić niewidzialną, twoimi dłońmi, które zwykły zasłaniać wrażliwość teraźniejszego "ja" i to co pozostało po nim, ma krótkie sukienki bez rękawów i kołnierzy. Noszę w sobie dzikie konie, galopując serce rozrywają w domach, ich drżące nozdrza wydmuchują parę z której rośnie deszcz. Staję na tylnych nogach przed falami i dostrzegam wzrok smutny, który pływa pomiędzy rozrzuconymi kwiatami u moich stóp, otwartych na świat jak piersi mamek karmiących nowe życie, cudowne jabłka. U moich stóp zapach ziemi drażni pożądanie, nienasycenie słodyczą miękkiego jedwabiu. Palce czują skórę igrającą z ciemnością twojej kapryśnej zasłony. Wycieram zaparowane lustro i ozdabiam je klejnotami oczu i słów twoich. Jesienny wiatr wkrótce wyrwie drzewa, porozrzuca po domach korzenie i ulice miasta rozjaśni włosem zimy, z oddechu wydobędzie barwy lata i zostawi dla nas pod oknami.
Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

Piękne, zaczynałam się ❤️
OdpowiedzUsuń*zaczytałam się
UsuńMiło mi bardzo, dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńNajbardziej zatrzymał mnie tutaj sposób, w jaki zwykłe obrazy zaczynają po chwili znaczyć coś zupełnie innego. Jest trochę codzienności, trochę niepokoju i sporo niedopowiedzeń, przez co nie da się tego tekstu przeczytać tylko „wprost”. Szczególnie podoba mi się, że nie próbujesz na siłę dopowiadać czytelnikowi, co ma poczuć albo zrozumieć. Niektóre obrazy po prostu zostają w głowie i chyba właśnie o to tutaj chodzi.
OdpowiedzUsuńNo tak, niedopowiedzenia mogą być niepokojem, to i tak lepiej, niż codziennością. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńpan kos jest "bardziej" czarny od kosiczki. i ma pomarańczowy dziób. gdyby Twój tekst podzielić na wersy, powstałby uderzający wiersz.
OdpowiedzUsuńoko, pana kosa znam, ale tu zdjęcie zrobiłam i zapytałam "pomocnika" a on mi właśnie, że młody kos, albo kosiczka. Dziękuję, dobrze, że tekst nie podzielony, nie wiadomo w co lub kogo by uderzył 😉
Usuń