Rozbryzło za oknem światło, pociąg przyspieszył i oczy napełnił pejzażem Twoim i architekturą innych. Znienacka, siedzących tam gdzie ich miejsce, nie wszyscy wiedzieli na co patrzeć. Niektórzy spoglądali po sobie szukając miejsca na spoczynek oczu i maleńki oddech, który pozwoli przetrwać podróż. Zapomniałam wziąć książki, miałam prosić o link do Twojej, w sam raz na czas podróży mogłabym się przenieść w światy najbliższe. Nie martw się, nie tęskni tak bardzo, że ucho dziś prawe zostawione jak na wietrze dzwonki, a teraz, dwa dni później ptaki. Wczorajszy dzień, jakże uważny za Twoim, nie wszystko wiem, ale to na pewno i nie mogę napisać. Poły płaszcza trzymam w rękach, szukam nadziei na każdy schodek, którym idę w górę i wychodzę, na Ciebie patrzę. Krajobraz przegląda się w szybie, więc mam drzewa na tle pociętego nieba, jakby ktoś na drucikach trzymał latawce. Jesienne liście dopełniają koloru, którego zabrakło wczoraj, kupiłam na placu wolności kredki, pokolorowałam dziką różę i żywokost, nie miałam nic pod ręką, kiedy mazałam kolejne kartki, nie deszczem, który nie przestawał, kolorem który określa szaleństwo, bo przecież do takich doszłyśmy wniosków, miałyśmy na to całą noc i potem drugą, znowu bez Ciebie rano pęknięcia w ścianie kamienicy, być może to element escape roomu dla dzieci, bo przecież był w pobliżu i my też jak dzieci, jak nastolatki, którym sen obcy, a dzień następny kawą. Dziękuję, że jesteś.
Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.

Czytam i mam wrażenie, że sama jadę tym pociągiem — między światłem, drzewami, pęknięciami w ścianach i tymi wszystkimi myślami, które trudno zatrzymać. Jest w tym tekście coś niezwykle żywego: uważność na drobiazgi, czułość i lekko szalona energia wspólnego przeżywania świata. I chyba właśnie dlatego tak dobrze się to czyta — bo za słowami widać człowieka, miejsca, rozmowy i bliskość. Piękny zapis podróży, która najwyraźniej wydarzyła się nie tylko między jednym miejscem a drugim. Dziękuję, że pozwalasz w niej na chwilę pobyć.
OdpowiedzUsuńNiezwykłe obrazowo zapisałaś swoje odczucia, czytam i podróżuję, dziękuję.
Usuńciekawe, czy pomalowany żywokost traci swe lecznicze właściwości, czy też pomaga na inne niż zazwyczaj schorzenia. czas na badania kliniczne - dziesięć, dwadzieścia lat i będzie jasne w jakim kolorze pomaga najbardziej.
OdpowiedzUsuńNie wiem jak w naturze, ja w szkicowniku maluję, dostałam kredki i szaleję. Dziś przyciągłam do domu jakiś kawałek roślinki, zaraz będę malować,. Żywokost pewnie piękny nieususzony, bo taki fiołkowo niebieski.
Usuń