Przejdź do głównej zawartości

Tapes

 

Przytomność nieroztopioną, zapieram oddechem, górna część jak most żeber, żeby, żeby łatwiej do Ciebie, mnie po drodze, pomiędzy łączenie. Wsadziłam kilka cząstek jabłka do koperty, może zechcesz obejrzeć. Nilsem częstowałam się wieczorem. Dwa talerze Old Melody, jeden piękniejszy od drugiego. Przechodziła tędy droga Them, choć nie na tej płycie, jako dowód istnienia w okolicach serca. Bo zaraz potem, technologia zabrała wszystko. Nic już nie słucham, lewa strona niezasiedlona dźwiękiem, pośrodku też nic, a z prawej ona też, już nie dobywa. Gdzie podziała się muzyka z tych kart, które ktoś inny otwierał, sprawdzając czy serce wciąż bije. Każdy skurcz liczyłeś, patrząc w zielono-szare oczy. 
Najbardziej tęsknię do nieustalonego, dopasowuję siebie: pianino, skrzypce, perkusja, a czasem sieczkę popową jak zupka instant, dla zamydlenia w niedodźwiękach.



Komentarze

  1. Ten tekst działa bardziej jak emocja niż opowieść i mam wrażenie, że trochę się w nim gubi granica między obrazem a sensem, ale to też ma swój urok, bo zostawia dużo miejsca na własne odczytanie. Zastanawia mnie tylko, czy taka „rozsypana” forma daje jeszcze komunikat, czy już bardziej tylko stan wewnętrzny autora? Bo ja łapię się na tym, że próbuję to porządkować w głowie i nie wiem, czy to w ogóle o to chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. W każdym przypadku, cokolwiek z tego wynika, jeśli próbujesz porządkować to w sobie, to ma sens. To są emocje utrwalone we mnie, nie linearnie, ale łączące tkaninę, tę samą materią, wspomnieniem.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiatr

  A gdybym była Tobą, kim bym była? Jeśli się zmieniam,  to naturalnie i nie mogę przecież wiedzieć, czy lepiej byłoby bez zmian, czy może lepiej nie wiedzieć kiedy odejdę, nikt mną nie będzie. Dopełnienia sklejają się razem, wypełniając ubytki w lustrach prząśniczki, dzieweczki, niteczki, ochrypłe głosy, śpiewne kosy, manna czółenka z wątkiem, wędrujące w osnowie wieżowce na ustach, w dół oczy, podnieście powieki, niebo jest tutaj. Słucham przez szczeliny między wiatrem odkryte, nie boję się zieleni, myślę o tym, że gorąc zmienia wszystko, pot zmywa kurz ze skóry, włosy wilgotne i usta, serce topnieje.

Później

  Nie mam o czym napisać? to wcale dobry początek ale nie szkodzi, wącham opary wczorajszego wieczoru, mielę kawę i zapasy na później układam. Bo przecież będzie jakieś później, jeśli nie jest teraz. Stanie się jeszcze wyczekane, Ty wiesz więcej, jakby odwrotną stroną mojej drogi podążasz i niesiesz nieodgadnione dla mnie. Chciałabym być pewna tego wiatru, który nocą światło rozprasza na ścianie, pętli między drzewami i maluje znaki. Próbuję sobie przypomnieć moment, kiedy zrozumiałam, że nic nie dzieje się bez Ciebie. Głaszczesz moje włosy, twarz w rękach układasz, wynosisz śmieci. Te z głowy częściej niż posegregowane spod zlewu. Dziękuję.

Rozmowa

Moją słabością jest szaleństwo. Nazywam nim wiele, nawet dwa palce owinięte chusteczką i czyszczące nos, to szaleństwo. No bo jak pchać w te małe dziurki, paluchy bez umiaru, przed każdym przywitaniem z Jaśkiem. Szaleństwem jest słyszeć, jak sfilcowana cisza gęstnieje, a bezgłośne klikanie wewnątrz, daje znak, że nie jestem sama. Na każdym parapecie, ramieniu i fotelu, w każdych drzwiach mijana. Postokroć szarpiąca drzwi obrotowe, by je zamknąć od zewnątrz i pozostać. Próbowałam esencjonalnego współistnienia, słów bez mowy komfortu, Ciebie i siebie próbowałam wywlec na manowce i wracałam przed czysty obraz, i muszę powiedzieć to Panu, kurz jak okruchy szczęścia wiruje w promieniu światła i można się tym zachwycić, można otworzyć usta i mgłę wydychać nadając jej różne kształty. Nie jesteśmy po to, by nie być, a może być jest mniejsze od żyć, jakby było kwarkiem przedziwnym, nieuchwytnym w czasie.