Właśnie tak, nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale spacer uratował mnie dzisiaj. Jak potrafi mnie wszystko jeszcze zachwycić. Rano obsiadły mnie "sępy", już nie pozwalam obskubywać siebie, bo odrastanie nie jest procesem na skinienie ręki, także przegoniłam dzięki mojemu człowiekowi, wszystkie chujowe myśli, które już mnie widziały w poduszkach i szczelnie zasłoniętych oknach, usunęłam w tym przypływie trzy swoje zapiski, ale będę pisać, dla siebie, codzienność, posypywać miłością chleb.
Nieśpieszny" i podróż to my i zwróć uwagę proszę na współpasażerów, ustąp miejsca, nie, Ty, nie ustępuj, siedź, bo przecież masz mnie obok, opiekujesz się mną, podałeś mi wodę, całe jezioro już napełniłam, nadmiarem soli, każdego wieczoru, dlaczego? Temperatura uczuć może być jednak jak w pociągu, chłodek to dla miłości miodek, czy jakoś tak wryłeś mi w pamięć, mijam twarze, by Twoje spojrzenie odnaleźć, przed chwilą siedziałeś tu obok, przy oknie, uśmiechnęłam się do Ciebie i co kilka chwil myślę sobie, że dobrze podróżować razem.

W życiu najgorsze są właśnie takie sępy, które obskubują nas z energii. Taki spacer pozwala uwolnić myśli, oderwać się...
OdpowiedzUsuńTak, spacer mnie uratował, dziękuję za Twoją obecność.
UsuńCzasem aż trudno uwierzyć, jak zwykły spacer potrafi przestawić coś w głowie i przypomnieć, że świat nadal ma kolory. Bardzo podoba mi się to zdanie o niepozwalaniu na obskubywanie siebie, bo chyba wielu z nas za długo pozwala innym zabierać sobie energię, zanim w końcu postawi granicę. I dobrze, że te zapiski jednak zostają — czasem właśnie takie szczere, nieidealne słowa są najbardziej potrzebne.
OdpowiedzUsuńBardzo Ci dziękuję, szczególnie za uświadomienie o nieidealnych słowach, które bez wątpienia są potrzebne.
Usuń